Odpowiedź: Przyczyny:-zawarcie sojuszu przez Polskę i Austrię, - oblężenie Wiednia przez wojska tureckie. Wyjaśnienie: Przebiegów nie mam. Mam nadzieję, że pomogłam
11 listopada 2018. Multimedia w Wikimedia Commons. Pomnik Jana III Sobieskiego w Wiedniu – pomnik poświęcony królowi Janowi III Sobieskiemu powstający na wzgórzu Kahlenberg w Wiedniu . Kamień węgielny pod budowę, której inicjatorem jest Piotr Zapart został wmurowany w 2013, w 330. rocznicę odsieczy wiedeńskiej, mimo iż Leopold I
Zgłoś nadużycie! W 1683 roku armia turecka pod wodzą wezyra Kary Mustafa rozpoczęła oblężenie zwrócił się z prosbą o pomoc do króla Jana III monarcha wyruszył z swe wojsko przez góry i stanął na czele polsko-niemiecko-austriackich [email protected] września 1683 roku odniósł wielkie prowadzona przez Sobieskiego zdobyła liczne łupy,łącznie z namiotem zwycięstwo rozsławilo imię Króla w całej Europie. 14 votes Thanks 21
Znajdź odpowiedź na Twoje pytanie o Odpowiedz na pytania na temat odsieczy wiedeńskiej. Co? odsiecz wiedeńskakiedy?gdzie?kto?dlaczego?jak?skutki? gabrys1277 gabrys1277
Bitwa pod Parkanami, a w zasadzie dwie bitwy w tym miejscu miały miejsce niecały miesiąc po odsieczy wiedeńskiej, w dniach 7 i 9 października. To stosunkowo mało znane starcie wśród osób interesujących się historią. Pod pewnymi względami było to jednak zdecydowanie większe zwycięstwo niż to z 12 września 1683 roku. Co więcej, po pierwszym dniu starcia pod Parkanami absolutnie nic nie wskazywało na polską wiktorię. Wbrew powszechnej opinii, odsiecz wiedeńska nie była wcale zwycięstwem zadającym decydujący cios imperium osmańskiemu. Owszem, główny jej cel – wyzwolenie Wiednia – został osiągnięty. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że gdyby nie pomoc armii sprzymierzonych, miasto padłoby w ciągu kilku dni. Jednakże inne ważne założenie Jana III Sobieskiego – fizyczne zniszczenie armii tureckiej – nie zostało zrealizowane. Zginęło lub dostało się do niewoli zaledwie niecałe 15 tysięcy wchodzących w jej skład żołnierzy, co stanowiło niespełna 15% stanu całościowego. Aby nie dać ochłonąć pokonanemu przeciwnikowi należało więc prowadzić dalsze działania ofensywne. Sprzymierzeni zdawali sobie z tego sprawę. Rozumiał to zwłaszcza Sobieski, którego wyrażonym w liście do żony zdaniem lepiej „w cudzej ziemi, o cudzym chlebie, w asystencji wszystkich sił imperii, nie tylko samego cesarza wojować” Długo zastanawiano się nad kierunkiem kolejnych operacji. Dowódcom cesarskim zależało na opanowaniu górnych Węgier, gdyż pragnęli stłumić rozpętane tam antyhabsburskie powstanie i podporządkować ten region władzy cesarskiej. Sobieski planował marsz prosto w kierunku Budy, gdzie zbierały się na nowo pobite oddziały tureckie. Ostatecznie zwyciężyła ta pierwsza koncepcja. Król polski orientował się, że za takim wyborem działań przemawiały nie tylko względy wojskowe, ale i polityczne. Mimo świetnego zwycięstwa pod Wiedniem, był on lekceważony przez cesarza, nie cieszył się też poważaniem i zaufaniem pośród większości ważniejszych dowódców sił sprzymierzonych. Kluczowe znaczenie dla kontroli nad górnymi Węgrami miała położona nad Dunajem twierdza Esztergom (dzisiejsze miasto Ostrzyhom), zwycięzcy spod Wiednia ruszyli więc w jej kierunku. Na wieść o tym przebywający pod Budą Kara Mustafa wydał rozkaz wymarszu bejlerbejowi budzyńskiemu Kara Mehmedowi paszy na czele wybranych oddziałów z odsieczą. Liczebność tego korpusu nie była zbyt wielka i z pewnością nie przekraczała 20 tysięcy ludzi. Składał się on głównie z jazdy. W obozie sprzymierzonych nic nie wiedziano o tym manewrze, zdawano sobie natomiast sprawę z faktu, że drogę do Esztergomu zasłania położony na drugim brzegu Dunaju niewielki zamek Parkany (dzisiaj miasto Śturovo). Sobieski, przekonany, że strzeże go tylko kilkuset janczarów, postanowił w nocy z 6 na 7 października zdobyć go szybkim atakiem. Zaprzyjaźniony z nim dowódca cesarski książę Karol Lotaryński kategorycznie odradzał mu angażowanie się w powyższą operację. Deklarował się nawet, że w razie kłopotów nie przyjdzie królowi z pomocą. Jan III zlekceważył to jednak i wraz z 10 tysiącami żołnierzy polskich (w większości jazdy) wyruszył rano 7 października w kierunku upatrzonego celu, od którego dzieliło go około 12 kilometrów. Wkrótce armia polska zetknęła się z pragnącą nie dopuścić do zajęcia twierdzy częścią sił tureckich liczącą 15 tysięcy żołnierzy (reszta znajdowała się w odwodzie) pod wodzą samego Kara Mehmeda. Bitwa pod Parkanami – brzemienny w skutki błąd przedniej straży Miasto Ostrzyhom położone jest na wyniosłych wzgórzach. Śturovo zaś o wiele niżej, lecz w pofałdowanym terenie. Utrudniało to szarże kawalerii i ograniczało tym samym skuteczność największego atutu wojsk koronnych, jakim była niewątpliwie husaria. Po wymarszu z obozu niespodziewający się niczego niedobrego Sobieski pozwolił wojsku rozluźnić szyk. Poszczególne jednostki podążały więc za sobą w pewnym oddaleniu. Na czele szła grupa pod wodzą strażnika koronnego Stefana Bidzińskiego. Liczyła ona około tysiąc koni i składała się z chorągwi lekkiej jazdy i dragonów. Za nimi ciągnęły się inne oddziały pod wodzą hetmana wielkiego Stanisława Jabłonowskiego i samego króla. Na końcu posuwała się piechota, artyleria i tabor. Bidziński otrzymał od Jana III wyraźny rozkaz zatrzymania się przed zamkiem i spokojnego oczekiwania na nadejście reszty armii. Sobieski nie chciał w ten sposób zbyt wcześnie uprzedzić nieprzyjaciela o planowanym ataku. Gdy przednia straż weszła na pagórki w pobliżu Parkan, zobaczyła zamek i nieduży, liczący około pięćset żołnierzy, oddział jazdy tureckiej. Inne wzgórza zasłaniały kotlinę, w której przyczaiła się reszta armii muzułmańskiej. Wbrew rozkazowi Bidziński nie zatrzymał się, lecz rozpoczął działania zaczepne. Wspomnianą powyżej grupę rozbił wprawdzie bez większych trudności, w pogoni jednak jego chorągwie wpadły na przyczajone siły tureckie. Ich widok i boczny ogień dział parkańskich przekonał strażnika wielkiego koronnego do natychmiastowego odwrotu. Nie mógł jednak wykonać tego manewru wystarczająco szybko, gdyż wchodzący w skład jego grupy dragoni zostali wcześniej spieszeni w celu zdobywania zamku. Rozpoczęła się powolna rzeź niespodziewających się tak ciężkiej przeprawy Polaków. Próby ratowania sytuacji Jadący na czele następnego rzutu wojsk koronnych Stanisław Jabłonowski, widząc co się dzieje, wydał swoim dragonom rozkaz spieszenia i otwarcia ognia do nieprzyjaciela. Wstrzymało to na chwilę zapędy Turków. Hetman wielki poprowadził wówczas większość jazdy do kontrataku, który załamał się jednak pod naporem przeważających mas kawalerii przeciwnika. Siły Jabłonowskiego zaczęły się cofać. Sobieski, który dotarł właśnie na plac boju, na widok tej sytuacji zareagował błyskawicznie, szykując resztę żołnierzy do kontrataku. Prawe skrzydło pozostawił cofającym się oddziałom hetmana wielkiego. Lewe powierzył Szczęsnemu Potockiemu, środek szyku zaś – wojewodzie lubelskiemu Marcinowi Zamoyskiemu. Wysłał też posłańców do księcia Karola Lotaryńskiego i podążającego z tyłu z piechotą, taborem i artylerią Marcina Kątskiego z prośbą o natychmiastową pomoc. Jazda turecka pędziła tuż za oddziałami Jabłonowskiego i natarła na nie natychmiast po tym, gdy zajęły one miejsce na prawym skrzydle. Muzułmanie wiedzieli już od pojmanych jeńców, że mają do czynienia wyłącznie z kawalerią polską pod wodzą samego króla. Warto zauważyć, że dla Kara Mehmeda była to pierwsza bitwa prowadzona samodzielnie. Młodego dowódcę podnosiła na duchu myśl, że ma wielką szansę pokonania w bezpośrednim starciu „lwa Lechistanu”. Po kolejnym uderzeniu na skrzydło polskie Turcy udali ucieczkę. Chorągwie Jabłonowskiego w pościgu za nimi oddaliły się od reszty wojsk, a nagły zwrot przeciwnika spowodował wśród nich zamieszanie. Kara Mehmed wykorzystał to i wysłał część żołnierzy w celu ataku na Polaków od tyłu. Czyżby scenariusz spod Warny miał się sprawdzić po raz drugi? Widząc co się dzieje Sobieski wydał rozkaz zmiany szyku kilku stojącym w pobliżu niego chorągwiom husarskim. Nie atakowane w tym czasie oddziały lewego skrzydła i centrum poczytały to za odwrót i rzuciły się do ucieczki. Cały szyk polski pękł w mgnieniu oka. Wojsko koronne uciekało w panice ścigane przez tryumfujących muzułmanów. Sam król jechał w otoczeniu siedmiu towarzyszy: koniuszego koronnego Marka Matczyńskiego, łowczego koronnego Atanazego Miączyńskiego, porucznika Jana Czerkasa, niejakiego Piekarskiego, dwóch towarzyszy husarskich i nieznanego z imienia arkebuzera, który w ostatniej chwili uratował Sobieskiemu życie zabijając dwóch Turków, co „już się byli wynieśli z dzidą jeden, drugi z szablą”. Zapobiegł tym samym powtórce scenariusza spod Warny, gdzie polski król Władysław zginął na polu bitwy, sam jednak przypłacił to życiem. Przepełniony wdzięcznością Sobieski napisał później w liście do żony, że jest on „godzien przynajmniej, aby za duszę jego proszono tam P. Boga”. Pościg Turków prowadzony przez kilkanaście kilometrów zatrzymał się dopiero w obliczu nadciągających kirasjerów cesarskich. Książę Karol Lotaryński nie dotrzymał danego wcześniej słowa i przyszedł Sobieskiemu z pomocą. Kara Mehmed nie chciał na razie ryzykować starcia z całą armią sprzymierzonych i wycofał się w kierunku Parkan. Wysłał później tryumfalny raport do Kara Mustafy donosząc mu o wielkim zwycięstwie. Jedyna w życiu Sobieskiego gorycz porażki na polu bitwy Wbrew pozorom straty osobowe w armii polskiej nie były duże. Wynosiły one, nie licząc rannych, około 500 zabitych. Operacyjnie Turcy także nie zyskali wiele, gdyż nadal mieli w bliskiej perspektywie starcie z całą armią sprzymierzonych. Ważniejszy był jednak w tym wypadku aspekt moralny. Janusz Woliński, autor artykułu naukowego o bitwie pod Parkanami, słusznie uważa, że dla Sobieskiego świadomość klęski i ucieczki przed młodym i nieznanym dotąd paszą tureckim musiała być bardzo bolesna. Po przybyciu do obozu strasznie potłuczony król nie posiadał się z oburzenia na żołnierzy i oficerów. W liście do żony pisał, że wszyscy oni są „głupcy, niedbalcy, niepilni”. Nie ulega wątpliwości, że przeżywał on wtedy jedne z najcięższych chwil w swoim życiu. Niemniej sfrustrowani byli od niego pozostali uczestnicy tej bitwy. W wojsku pojawiły się na szeroką skalę, obecne już przed bitwą pod Parkanami, chęci natychmiastowego powrotu do Polski. Co gorsza, generałowie cesarscy z trudem ukrywali swoją radość z powodu porażki Sobieskiego. Król jednak nie załamał się, wykazując w tym momencie po raz kolejny olbrzymią siłę ducha. Zdołał przekonać swoje wojsko do kontynuowania dalszej walki, nie wątpiąc ani na chwilę w powodzenie całego przedsięwzięcia. Pragnął on natychmiastowego rewanżu i uderzenia na Turków jeszcze w nocy. Ta koncepcja została jednak odrzucona przez Karola Lotaryńskiego. Bitwa pod Parkanami – przygotowania do ostatecznej rozgrywki Armia turecka została tymczasem wzmocniona przez oddziały bejlerbeja Damaszku Abazy Sazy Husejna paszy, bejlerbeja Aleppo Kurd Bekir paszy oraz oddziały egipskie. Historycy różnią się w poglądach co do liczebności wojsk muzułmańskich dnia 9 października. Prawdopodobnie jednak liczyły one około 30 tysięcy żołnierzy. Sprzymierzeni dysponowali armią polską liczącą 16 tysięcy ludzi (6 tysięcy piechoty, 2 tysiące dragonii i 8 tysięcy jazdy) oraz wojskami cesarskimi w podobnej liczbie (7 tysięcy piechoty, 9 tysięcy kawalerii). Polacy i Austriacy dysponowali ponadto zdecydowanie większą od Turków liczbą dział. 8 października upłynął obydwu stronom na przygotowaniach do decydującej bitwy. Kara Mehmed otrzymał rozkaz zniszczenia armii sprzymierzonych. Postanowił on uszykować swoje oddziały pomiędzy wzgórzami a Parkanami, w kotlinie, bliżej prawego brzegu wpadającej do Dunaju rzeki Hron. Część jednostek miała kontrolować drogę na północ, skąd spodziewano się nadejścia posiłków w postaci Węgrów i Tatarów. Na lewym skrzydle wojsk tureckich znajdował się garnizon w Parkanach, obsadzony 1200 janczarami mającymi do dyspozycji działa. Szyk muzułmański rozciągał się na szerokości dochodzącej do 3 kilometrów. Prawym skrzydłem w sile 3 tysięcy jazdy dowodził sam Kara Mehmed, centrum – 8 tysięcy – bejlerbej Sylistrii Kara Mustafa, zaś lewym – 3 tysiące – bejlerbej Komarna Mehmed pasza. W pierwszym rzucie stanęło 8 tysięcy jazdy, zaś głęboko uszykowany odwód podzielony był na trzy grupy. Tymczasem Sobieski uszykował swoje jednostki na szerokości frontu około 5 kilometrów i głębokości około 0,5-0,8 kilometra. Lewym skrzydłem sprzymierzonych dowodził Stanisław Jabłonowski, jego ogólna liczebność wynosiła 7,5 tysiąca żołnierzy (głównie jazdy), wzmocnionych kilkoma działami. Silne centrum wypełniały oddziały cesarskie pod dowództwem ks. Karola. W jego środku znajdowały się regimenty piechoty z działami, otoczone z dwóch stron przez jazdę. Prawym skrzydłem dowodził Hieronim Lubomirski. W pierwszym rzucie znajdowały się tutaj chorągwie jazdy, a w drugim regimenty piechoty i dragonii. Za szykiem wojsk na pagórku planowano ustawić polską artylerię pod wodzą Marcina Kątskiego. Słodki rewanż 9 października rano Sobieski zapytany przez księcia o gotowość wojsk odparł: „W imię Boga, maszerujmy”. Na sygnał trzech wystrzałów działowych wojska rozpoczęły trwający do południa marsz ku Parkanom. Armia zatrzymała się w odległości około półtora kilometra od zamku. Gdy Kara Mehmed zauważył, że przeciwnik oczekuje jego natarcia, nie zwlekał i uderzył w centrum oraz na skrzydło Jabłonowskiego. Atak w to pierwsze miejsce został z łatwością odparty. Trudniejsza sytuacja była na lewym skrzydle, gdzie wywiązała się ostra walka. Pięć regimentów jazdy cesarskiej wykonało jednak atak w bok konnicy tureckiej, co spowodowało jej ucieczkę. Tymczasem Sobieski wydał prawemu skrzydłu rozkaz powolnego posuwania się do przodu ze złożonymi kopiami, co miało uniemożliwić Turkom zbyt wczesne spostrzeżenie tego manewru, którego celem było odcięcie im drogi odwrotu przez most na rzece. Działo się to w tym czasie, gdy zapadało już rozstrzygnięcie na lewym skrzydle. Kara Mehmed spostrzegł jednak ten podstęp i rozkazał odwodowi zabezpieczyć drogę do mostu. W trakcie wykonywania tego zadania wmieszały się w niego jednak uciekające oddziały, które wcześniej walczyły na lewym skrzydle. W szeregach tureckich nastąpiła panika. Kara Mehmed straciwszy głowę uciekł jako pierwszy, za nim do odwrotu rzuciła się cała armia muzułmańska. Pod celnym ogniem polskich dział i naciskiem stłoczonej masy ludzi most zawalił się - na drugi brzeg zdołało się przedostać zaledwie kilkuset żołnierzy Kara Mehmeda. Wzięta w kleszcze załoga Parkan została praktycznie w całości zniszczona. Między godziną 15:00 a 17:00 doszło do istnej rzezi pokonanych muzułmanów, usiłujących przepłynąć rzekę. Armia turecka w całości przestała istnieć. Konsekwencje bitwy Nie ulega wątpliwości, iż pod względem liczby poległych Turcy stracili więcej żołnierzy niż pod Wiedniem. Wspomniany na początku tego artykułu główny cel Jana III, czyli eliminacja żywej siły przeciwnika, został zatem osiągnięty. Zwycięstwo umożliwiło też sprzymierzonym późniejsze zdobycie Esztergomu, a także ofensywne operacje w następnych latach. Z pewnością wzrosło też morale samego Sobieskiego. Jest rzeczą oczywistą, że człowiek, któremu udało się wyjść z ciężkich tarapatów, staje się zdecydowanie pewniejszy siebie i mocniejszy psychicznie, bardziej też wierzy we własne możliwości. Prawdopodobnie właśnie to zwycięstwo zadecydowało o podjęciu przez Sobieskiego decyzji o dalszym udziale Rzeczypospolitej w wojnie przeciwko Turcji i o wejściu w skład „świętej ligi”. Nie można też jednak zapominać o porażce wojsk polskich w pierwszym dniu bitwy. Nie ulega wątpliwości, że największą odpowiedzialność ponosi tutaj dowódca straży przedniej Stefan Bidziński, który nie posłuchał rozkazu królewskiego. Sam Jan III nie był też jednak bez winy, gdyż niepotrzebnie pozwolił wojsku rozluźnić szyki. Popełnił zatem ten sam błąd, który zrobił Kara Mustafa pod Wiedniem. Niektórzy historycy (na przykład Mariusz Markiewicz) uważają, że pierwsza bitwa pod Parkanami była widoczną oznaką słabości staropolskiej sztuki wojennej. Jest to temat, któremu z powodzeniem mogłaby być poświęcona osobna rozprawa. Niewątpliwym faktem jest jednak to, że na następne większe zwycięstwo militarne (wyjąwszy walki z Tatarami) Rzeczypospolita musiała czekać aż do 1792 roku. Autorem tekstu Bitwa pod Parkanami 7-9 X 1683 r. – od widma klęski do wielkiego zwycięstwa jest Marek Groszkowski. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA Czytaj też:Bitwa pod Wiedniem. Wspaniała szarża husarii i wielkie zwycięstwo. Tylko czy było warto?
Zobacz 1 odpowiedź na pytanie: Napiszecie mi przyczyny odsieczy wiedeńskiej. Szkoła - zapytaj eksperta (1864)
Ocelociksims4 zapytał(a) o 19:18 Jakie były przyczyny i skutki odsieczy wiedeńskiej? 0 ocen | na tak 0% 0 0 Odpowiedz Odpowiedzi EKSPERTażór odpowiedział(a) o 08:34 Odsiecz wiedeńska 12 IX 1683 r:Przyczyna-zawarcie przez Rzeczpospolitą i Austrię sojuszu przeciw Turkom-oblężenie Wiednia przez wojska tureckieSkutki:-wyzwolenie Wiednia-załamanie się potęgi tureckiej 0 0 Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
O odsieczy wiedeńskiej krąży wiele anegdot, dosyć popularną, acz niemającą potwierdzenia w źródłach jest ta o specyficznym dialogu wezyra Kara Mustafy z królem Sobieskim. Przed bitwą wiedeńską miał wezyr wysłać do Lwa Lechistanu korzec maku na znak, że tyle ma żołnierzy pod sobą ile jest tych ziarenek w korcu
Autor: Sebastian Adamkiewicz Tagi: Opinie, Historia wojskowościPierwsza publikacja: 2013-09-12 17:09, aktualizacja: 2018-07-14 07:09Licencja: wolna licencja339 lat temu wojska koalicji polsko-habsbursko-niemieckiej pod dowództwem Jana III Sobieskiego rozgromiły armię turecką oblegającą Wiedeń. Choć zwycięstwo było niekwestionowane, a legenda polskiego władcy rozlała się po całej Europie, po latach historycy zaczęli zastanawiać się, czy interwencja Rzeczpospolitej miała jakikolwiek polski historyk Zbigniew Wójcik w opracowaniu dotyczącym położenia międzynarodowego Rzeczpospolitej w XVII wieku pisał:Składając hołd Sobieskiemu jako wybitnemu dowódcy i politykowi, chyląc czoła przed bohaterstwem jego żołnierzy spod Wiednia, pamiętajmy, że załamanie potęgi ofensywnej Turcji i związanie się z Habsburgami… nie przyniosło Polsce właściwie żadnych realnych korzyści, a na dalsza metę, wobec wzrostu potęgi wrogich sąsiadów, właściwie lat później powtórzył tę opinię w swojej biografii „Lwa Lechistanu” stwierdzając, że oceniając bitwę wiedeńską należy mieć w pamięci wydarzenia kolejnego stulecia. – To nie Turcy zagrażali państwu polskiemu w XVIII wieku, to nie Turcy zniszczyli je w kolejnych trzech rozbiorach, uczyniły to sąsiednie mocarstwa wśród, których była ocalona w 1683 roku Austria i sojuszniczka z późniejszej ligi antytureckiej, Rosja – podkreślał Wójcik. Józef Brandt, Bitwa pod Wiedniem , 1873 (domena publiczna). Autor, pomimo zrozumienia dla decyzji Sobieskiego o zawarciu sojuszu z Monarchią Habsburgów i włączeniu się do wojny, efekty odsieczy oceniał więc jednoznacznie negatywnie, dodając łyżkę dziegciu do beczki miodu, jakim był mit wiedeński podsycany przez stulecia w polskiej historiografii i powszechnej świadomości Polaków. Opinia Wójcika, choć wyrastała z pnia racjonalnej oceny konsekwencji geopolitycznych interwencji z 1683 roku, stała się podbudową pod przesadzone, a często wręcz absurdalne opinie jakoby bitwa pod Wiedniem była de facto porażką, albo też kolejnym, niepotrzebnym wydarzeniem w naszych dziejach, które jedynie złudnie podbijało nam bębenek. Dyskusja o sensowności odsieczy powraca tym samym za każdym razem kiedy zbliża się okrągła rocznica tego wydarzenia. Siłą rzeczy powrócić musi i dzisiaj kiedy tradycja mitu bitwy wiedeńskiej zaczyna odżywać w dyskusji na temat naszej też:Bitwa o Wiedeń w oczach ZachoduDariusz Kołodziejczyk: Wiedeń to starcie imperiów, a nie cywilizacjiDzieje się tak nie tylko z powodu upłynięcia 330 lat od tych wydarzeń, czy dwóch projektów filmowych (w tym jednego zrealizowanego), o których głośno było w ostatnich latach, ale przede wszystkim w wyniku coraz popularniejszej w kręgach politologów i komentatorów życia politycznego tezy o narastającym konfliktem pomiędzy cywilizacją euroatlantycką, a światem islamu. Zwycięstwo pod Wiedniem, odarte z historycznych kontekstów, stało się ponownie symbolem myślenia, w którym bitwa z 1683 roku była pokłosiem nie tylko sporu o naturze geopolitycznej, ale emanacją wielkiej wojny cywilizacji. Taką paralelę zbudował między innymi Cezary Harasimowicz w scenariuszu do niepowstałego ostatecznie filmu „Victoria”. Już we wstępie do swojego dzieła autor nawiązał do ataków na WTC, jakie miały miejsce 11 września 2001 roku. Stworzył tym samym wrażenie, że te dwa wydarzenia są elementem tej samej – niekończącej się – wojny. Bitwa pod Wiedniem, w mitycznej wersji tego zdarzenia, była więc zwycięstwem nad cywilizacją islamu, odepchnięciem zagrożenia przychodzącego ze sposób interpretacji skutków odsieczy wpływa więc w dużej mierze spojrzenie na to czym były konflikty polsko-tureckie i jaką naturę miała wojna rozpoczęta w 1683 roku. Dla jednych interwencja polska będzie ratunkiem dla cywilizacji, obroną Europy przed zalewem islamu, dla innych jedną z wielu wojen imperiów, w których wątki religijne czy kulturowe miały trzeciorzędne znaczenie. Ci drudzy dużo częściej będą rozpatrywać odsiecz wiedeńską także w kontekście dalekosiężnego skutku jakim było powstanie silnego państwa austriackiego i wzrost potęgi rosyjskiej. I choć z pozoru za tym stanowiskiem przemawia większy realizm polityczny, to nie należy odmawiać racji zwolennikom pierwszej pewnością twierdzenie, że Polacy w 1683 roku uratowali cywilizację europejską jest mocno przesadzone. Po pierwsze – jak zauważył to w jednym z wywiadów dr Radosław Sikora – Imperium Osmańskie, choć pod koniec XVII wieku dysponowało dużą siłą militarną, było zbyt małe by opanować nie tylko Europę, ale nawet i Rzeszę. Upadek Wiednia najprawdopodobniej niczego nie przesądzał, choć stawiałby Monarchię Habsburgów w niezwykle trudnej sytuacji. Niewątpliwie między bajki należy jednak włożyć zagrożenie dla całości Starego Kontynentu. Nie wszystkie państwa były zresztą nastawione do Turcji wrogo. Ich działaniom sprzyjał arcykatolicki dwór paryski, a u źródeł samej wojny stanęło przecież węgierskie powstanie Thökölyego. Pamiętać też należy, że choć władza w Państwie Osmańskim miała mocne oparcie w islamie, to zasadniczo na europejskich podbitych terenach prowadzono politykę możliwie szerokiej tolerancji religijnej, o ile działalność wspólnot chrześcijańskich nie godziła w tureckie interesy. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, czy ewentualne zwycięstwo Osmanów pod Wiedniem doprowadziłoby do islamizacji Europy lub zasadniczych zmian kulturowych. Oczywiście, wątek religijny bywał podsycany zarówno przez jedną jak i drugą stronę sporu, ale nie należy – moim zdaniem – traktować go jako głównej przyczyny wojny, a tym bardziej rozpatrywać go jako naczelne zagrożenie dla Starego e-book Marka Groszkowskiego „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”Marek Groszkowski„Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”Wydawca: PROMOHISTORIA [ Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)Dużo mocniejszy jest argument mówiący o niebezpieczeństwie jakie mogło nieść za sobą podbicie przez Turcję Węgier, Słowacji czy Moraw, a tym samym instalację władztwa osmańskiego wzdłuż południowej granicy Rzeczpospolitej. Inwazja Imperium na terytorium państwa polsko-litewskiego była by w tej sytuacji niemal pewna, a Polska pozostawiona sama sobie. Odsiecz uważać więc należy za uderzenie uprzedzające, mające przede wszystkim na celu uchronienie Rzeczpospolitej przed ewentualnym konfliktem na własnym terytorium. W tym kontekście wyprawa Sobieskiego osiągnęła swój cel powstrzymując ambicję tureckie, a w dalszej perspektywie prowadząc do całkowitej marginalizacji Państwa zwycięstwo wiedeńskie, choć przyniosło sławę polskiemu władcy, nie podniosło autorytetu naszego państwa. Historycy wskazywać wręcz będą, że w ramach Ligi Świętej Rzeczpospolita stała się bardziej przedmiotem niż podmiotem rozgrywek międzynarodowych. Nieufnie traktowana przez dyplomację habsburską, nie mogła stać się dla Monarchii tak poważnym sojusznikiem, jakim stała się Rosja. Z tymże, jak warto podkreślić, nie są to już konsekwencje samej bitwy wiedeńskiej, ale późniejszych działań politycznych zarówno Sobieskiego, jak i stronnictw wewnątrz państwa polsko-litewskiego. Gloryfikujący wiedeńską wiktorię twierdzą zresztą, że trudno mówić o bezpośrednich związkach przyczynowo-skutkowych w przypadku zdarzeń, które dzielił prawie wiek. W tym kontekście mówienie, że zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem umożliwiło Austrii późniejszy rozbiór faktycznie trąca absurdem. Jan Matejko, Jan III Sobieski wysyła wiadomość o zwycięstwie papieżowi Innocentemu XI , 1882-1883 (domena publiczna). Niewątpliwie rację mają ci, którzy twierdzą, że odsiecz stała się pożywką dla mitu Rzeczpospolitej jako przedmurza chrześcijaństwa. Miało to swoje dobre i złe strony. Można bowiem stwierdzić, że mit antemurale ma bardzo wątłe podstawy historyczne i jest łatwo podważalny, warto jednak zauważyć, że odegrał on niebagatelne znaczenie w tworzeniu polskiej tożsamości, zwłaszcza w dobie upadku. Mit przedmurza definiował potrzebę istnienia narodu polskiego i wpisywał go w ciąg historii Europy. Na tym micie wzrastały idee mesjanistyczne, patrzenie na Polskę jako na Chrystusa narodów, opokę niezbędną do właściwego funkcjonowania cywilizacji europejskiej. Nie bez powodu zarówno postać Jana III Sobieskiego, jak i wydarzenia z 1683 roku stały się jednym z głównych fundamentów polityki historycznej Stanisława Augusta Poniatowskiego. Łączyły w sobie zarówno potężny ładunek tożsamościowy ze wspomnieniem dawnej potęgi Rzeczpospolitej, do której – jak wierzono – można było powrócić. W momencie rozbiorów, które niejednokrotnie w warstwie idei przekreślały cały dorobek państwa polsko-litewskiego, wspomnienie, że uratowało ono niegdyś Europę przed inwazją turecką, podtrzymywało opinię, że może nie cała przeszłość winna być powodem do nad sensownością odsieczy wiedeńskiej jest więc niezwykle trudna, wymagająca wielopłaszczyznowego spojrzenia zarówno na ówczesną sytuację polityczną, jak i konsekwencje kulturowe. Choć może nie budzi ona takich emocji jak chociażby spór o Powstanie Warszawskie, to jednak ciągle pełna jest uproszczeń, które utrudniają dyskusję. Tym bardziej warto spojrzeć na bitwę pod Wiedniem nie tylko jako na fakt historyczny, ale także na zjawisko, które przez wieki budowało polska mentalność. Może wtedy łatwiej będzie odpowiedzieć na pytanie, czy odsiecz miała jakikolwiek e-book Sebastiana Adamkiewicza „Zrozumieć Polskę szlachecką”Sebastian Adamkiewicz„Zrozumieć Polskę szlachecką”Wydawca: PROMOHISTORIA [ Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka! Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „ Redakcja: Tomasz Leszkowicz
Zespół Szkolno – Przedszkolny nr 2 im. Janusza Korczaka w Rybniku Wymagania edukacyjne z historii dla klasy 6 Temat lekcji Wymagania na ocenę dopuszczającą Uczeń:…
W dziejach Polski nie było zwycięstwa, które wywołało większe uznanie, wręcz aplauz w kraju i poza jego granicami. Jan III Sobieski nie tylko potwierdził opinię pogromcy Turków, lecz zyskał miano wielkiego wodza. Tak mówiono i pisano o nim od Wysp Brytyjskich po azjatyckie chwale wiedeńskiej wiktorii pławiła się też Rzeczpospolita, która 330 lat temu powszechnie uchodziła za mocarstwo. Niestety, był to już kolos na glinianych nogach. Sobieski miał świadomość słabości państwa. Dlatego - jak twierdzi część historyków - poszedł bronić Habsburgów. Obawiał się, że jeżeli Turcy zdobędą Wiedeń, upokorzą Austrię, to dalszym ich krokiem będzie wyprawa na Rzeczpospolitą. A ona sama nie będzie w stanie skutecznie bronić się nie tylko przed imperium osmańskim, lecz także sąsiadami, którzy, z Rosją na czele, czekali na potknięcie Polski i Litwy. Jan III pisał zresztą, nie bez dumy, że lepiej jest walczyć z nieprzyjacielem poza granicami Rzeczpospolitej. Nie brakuje jednak znawców, którzy uważają, że Sobieski popełnił kardynalny błąd, ruszając z pomocą cesarzowi Leopoldowi. Nie ulega wątpliwości, że owoce zwycięstwa pod Wiedniem najpełniej wykorzystała Austria. Skorzystała z nich także Rosja, przystępując do Ligi Świętej w zamian za bardzo poważne ustępstwa na jej rzecz ze strony Rzeczypospolitej. Oczywiście, że Sobieski nie mógł przewidzieć, jak potoczą się dalsze dzieje. Mógł jednak szukać innego rozwiązania. Zamiast iść na Wiedeń, mógł całą potęgą uderzyć na Turków na Podolu i starać się je oraz Ukrainę odzyskać. Turcy, zaangażowani pod Wiedniem, nie byliby w stanie podjąć skutecznej obrony... "Bóg i Pan nasz dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały" - tak Jan III Sobieski zaczął list do żony Marysieńki po odniesieniu wiedeńskiej wiktorii. Pisał go w namiocie wezyra Kara Mustafy 13 września 1683 r., dzień po zakończonej bitwie. Turecki kronikarz Silahdar Mehmed w podobnym tonie, z tym że o rozmiarach klęski wojsk tureckich, pisał: "Porażka i przegrana była przeogromna. Klęska taka, jaka od początków państwa (osmańskiego) nigdy się jeszcze nie wydarzyła". Czy rzeczywiście 330 lat temu pod Wiedniem doszło do przełomowego w dziejach starcia? Faktem jest, że bitwę pod Wiedniem często określa się mianem "matki bitew", a niektórzy historycy twierdzą, że konsekwencją zdobycia przez Turków Wiednia byłby kres zachodniej cywilizacji. Miltiades Varvounis, biograf Sobieskiego, uważa, że tak jak zdobycie w 1453 r. Konstantynopola przez Turków było przejściem od średniowiecza do renesansu, tak wiktoria wiedeńska oznaczała w praktyce przejście z baroku do oświecenia. Według prof. Jana Wimmera, najlepszego znawcy kampanii wiedeńskiej, bitwa pod Wiedniem przyniosła niemal identyczny skutek co bitwa pod Grunwaldem. - Tak jak zwycięstwo w 1410 r. "złamało kręgosłup" państwu krzyżackiemu, tak triumf pod Wiedniem potężnie osłabił Turcję - mówi prof. Wimmer. Dodaje jednak: - Obie bitwy łączy też to, że nie przyniosły natychmiastowego, bezpośredniego skutku, pomyślnego dla Polski. Przypomina, że tak jak przetrwanie zakonu krzyżackiego doprowadziło do powstania Prus, późniejszego zaborcy Polski, tak porażka armii tureckiej pod Wiedniem była bardzo na rękę dwóm innym: Austrii i Rosji. Prof. Wimmer podkreśla przy tym, że - rzecz jasna - trudno za rozbiory winić Jagiełłę i Sobieskiego, lecz zwraca uwagę, iż obaj nasi władcy nie ustrzegli się błędów. - Łatwo jednak oceniać po czasie, gdy zna się bieg historii - zwraca jak wiadomo, po wiktorii wiedeńskiej potoczyła się tragicznie dla Polski. Dość szybko okazało się, że to nie Rzeczpospolita, ale Austria i Rosja zaczęły zbierać owoce zwycięstwa Jana III i dalszej walki z Turcją, podjętej pod egidą Ligi Świętej, formalnie zawiązanej w marcu 1684 r. By przyciągnąć do Ligi Rosję, konieczne było uregulowanie jej stosunków z Polską. Do takiego rozwiązania parł papież, lecz przede wszystkim Habsburgowie. Ich dyplomacja miała ogromny udział w tym, że Rzeczpospolita zawarła "wieczysty" pokój z Moskwą, zwany traktatem Grzymułtowskiego. Był on wielką porażką polityczną Korony i Litwy. Oddawały one ostatecznie Rosji Ukrainę lewobrzeżną wraz z Kijowem, a także Czernihowszczyznę i Smoleńsz-czyznę. Ponadto Polska zgodziła się na możliwość interweniowania Rosji w sprawie swobody wyznania ludności prawosławnej w Rzeczpospolitej, co potem Moskwa z pełnym wyrachowaniem wielokrotnie wykorzystywała. Traktat Grzymułtowskiego został zawarty w maju 1683 r. Sobieski wiedział, że jego warunki są fatalne dla Polski, lecz liczył, iż po zwycięstwie nad Turcją będzie z Moskwą rozmawiać z pozycji siły. O tym, że na wdzięczność Habsburgów nie ma co liczyć, Sobieski mógł przekonać się krótko po zwycięstwie. Cesarz Leopold nie chciał godnie uczcić wkładu wojsk polskich w zwycięstwo pod Wiedniem. Zgodził się jedynie na to, by Sobieski 13 września jako pierwszy wkroczył do stolicy Austrii, gdzie został entuzjastycznie powitany. Leopold bał się, że Jan III będzie chciał pozbawić go zwierzchnictwa nad Węgrami. Sobieski faktycznie chciał osadzić na tronie węgierskim swojego syna Jakuba, który ten cel miałby osiągnąć przez poślubienie córki Leopolda. Gdyby tak się stało, odsiecz wiedeńska byłaby nie tylko ogromnym sukcesem militarnym, lecz również politycznym samego władcy, jak i Rzeczpospolitej. Leopold zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. I zaczął grę. W czasie spotkania z Sobieskim, do którego doszło po zwycięskiej bitwie, ograniczył się do wymiany grzeczności. Nie odpowiedział natomiast na ukłon królewicza Jakuba, ani nie zdjął kapelusza przed rozwiniętymi na jego cześć szykami polskimi, gdy podprowadził go ku nim hetman Stanisław Jabłonowski. Mnożyły się też nieprzyjazne gesty i zachowania wobec Sobieskiego i jego żołnierzy. Ci nie kryli niechęci wobec prowadzenia dalszej walki z Turkami. Król zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. 17 września 1683 r. pisał do żony: "Stoimy tu nad brzegami du-najskimi, jak kiedyś lud izraelski nad babilońską wodą, płacząc nad końmi naszymi, nad niewdzięcznością tak niesłychaną". Żalił się na brak opieki nad rannymi. "Chorzy nasi na gnojach leżą" - bolał. Wiedział jednak, że jeśli wiktoria wiedeńska miała przynieść korzyści Rzeczypospolitej, zwłaszcza ułatwić odzyskanie Podola, konieczne były kolejne zwycięstwa nad Turkami. Chciał ich dobić, a przy okazji zdobyć Budę, najważniejszą twierdzę na bał się konsekwencji kolejnych sukcesów Sobieskiego. Zwlekał. Ten darowany czas wykorzystali Turcy. Kara Mustafa zdołał zorganizować obronę i ściągnąć siły zdolne do przeciwstawienia się przeciwnikom. Król Polski nie docenił sprawności bojowej Turków. Wydał im bitwę pod twierdzą Parkany broniącą przeprawy przez Dunaj. I przegrał. Życie samego króla wisiało na włosku. Dwa dni później (9 października) doszło do drugiej bitwy pod Parkanami. Tym razem zwycięskiej. Poległo prawie 10 tys. Turków. Następnie Sobieski doprowadził do kapitulacji bardzo ważnej twierdzy w Os-trzyhomiu (Esztergomie). Niestety, zarówno triumf wiedeński, jak i wygrana w drugiej bitwie pod Parkanami nie przyniosły Rzeczypospolitej owoców. Jan III wrócił do kraju opromieniony sławą wielkiego wodza, pogromcy Turków. Faktem jest, że, gdy chodzi o potencjał wojskowy, przed bitwą pod Wiedniem Turcja była pierwszym lub drugim - po Francji - mocarstwem na świecie. W latach 1661-1681 stoczyła trzy zwycięskie wojny z trzema potężnymi państwami: Austrią, Polską i Rosją, uzyskując w ich wyniku znaczne zdobycze terytorialne. W lecie 1683 r. Turków być może dni dzieliły od zdobycia stolicy Habsburgów i zadania bardzo dotkliwego ciosu Austrii. Po porażce pod Wiedniem Turcja przestała zagrażać Europie i zaczęła tracić zdobyte terytoria. Jedynie Polska, jak pokazała przyszłość, nie tylko nie zyskała, ale wręcz boleśnie straciła w konsekwencji upadku znaczenia Turcji. Zatem może nie trzeba było iść z pomocą Habsburgom? Może Sobieski popełnił błąd, zawierając 1 kwietnia 1683 r. (został on antydatowany na 31 marca w celu uniknięcia złej wróżby) traktat z austriackim cesarzem Leopoldem. Na jego mocy obaj monarchowie zobowiązali się do ruszenia na pomoc "wszystkimi rozporządzalnymi siłami", gdyby zaatakowany został Kraków lub Wiedeń? Można zadać kolejne pytanie: czy król powinien był wypełnić owo zobowiązanie? Dodajmy, że sam Sobieski sporo zrobił, by złamać liczną i mocną opozycję, żeby ta na sejmie zgodziła się przyjąć warunki traktatu z Leopoldem. Szlachta nie chciała bowiem walczyć z Turkami, a szczególnie umierać za wiarę (wyraźnie widać to w listach Jana III, który narzekał na brak zapału w jego armii). Konieczność wojny z nimi mocno nagłaśniała propaganda, zwłaszcza w wykonaniu Kościoła katolickiego. Księża przekonywali do wojny z innowiercami. Jednak dla absolutnej większości szlachty to, że Turcy wyznawali inną religię, nie miało większego znaczenia. O wiele istotniejsze było, zdaniem prof. Jana Wimmera, dla Polski, w tym króla i tej części szlachty, która utraciła ziemie na Ukrainie, odzyskanie tych terytoriów. Turcy zaś nie mieli zamiaru ustępować z zabranych Polsce ziem. - Gdyby król nie ruszył na Wiedeń, to Rzeczpospolita straciłaby na tym - podkreśla prof. Jan Wimmer. - Państwo polsko-litewskie nie było w stanie samotnie przeciwstawić się Turcji, z czego doskonale zdawał sobie sprawę Sobieski. Znawca odsieczy wiedeńskiej nie wyklucza jednocześnie, że i bez naszego wojska armia cesarska dowodzona przez arcyksięcia Karola Lotaryń-skiego mogła wygrać z Osmana-mi. - Turcy byli już mocno osłabieni ciągłym szturmowaniem miasta. Mieli poważne kłopoty z zaopatrzeniem, z Węgier musieli sprowadzać żywność i amunicję, a te transporty były atakowane i niszczone, w czym dużą zasługę miały polskie oddziały - ale na żołdzie cesarza Austrii - Hieronima Lubomirskiego (ok. 2 tys. konnych). Ponadto armia Kara Mustafy topniała, przede wszystkim z powodu chorób. Siły samych Turków we wrześniu 1683 r. były niewiele większe od armii Lotaryńczyka - uzasadnia prof. Wimmer. Co więcej, według niego, nawet gdyby Turcy zdobyli Wiedeń, to stosunkowo szybko musieliby go oddać. - Zapomina się, że kondycja finansowa i gospodarcza imperium osmańskiego była marna. Kulała gospodarka, finanse, fatalnie prowadzona była polityka monetarna - podkreśla prof. lat trwa dyskusja, czy Sobieski był faktycznym dowódcą pod Wiedniem? Negują to zwłaszcza niektórzy historycy austriaccy, przypisując większe zasługi ks. Karolowi Lotaryń-skiemu. Mylą się. Już zaraz po bitwie nikt w Europie nie miał wątpliwości, kto stał na czele wojsk. - W samej bitwie król polski z całą pewnością był nie tylko nominalnym wodzem armii sojuszniczej, lecz faktycznym - mówi prof. Wimmer. - I to niezależnie od tego, że analiza terenu bitwy, mocno pofałdowanego, wskazuje, że Sobieski nie mógł bezpośrednio kierować całym jej przebiegiem, mimo niezłych lunet, których używali wtedy dowódcy. Trzeba jednak przyznać, że bitwa nie przebiegła według planów Jana III. Nie powiodło się uderzenie prawym - polskim - skrzydłem na pozycje armii tureckiej. Turkom udało się ocalić większość swoich sił po ataku Polaków. Historycy zgodni są też w tym, że Karol Lotaryński był wybitnym wodzem. Przyczynił się nie tylko do zwycięstwa pod Wiedniem, ale też do tego, że porażka w pierwszej bitwie pod Parkanami nie przerodziła się w klęskę armii sojuszniczej. Lotaryńczyk miał też spory udział w wygranej w drugiej bitwie pod Parkanami. Zdaniem prof. Wimmera, Karol mógłby wykazać się jeszcze większymi umiejętnościami dowódczymi, gdyby nie to, że był ograniczany w swoich decyzjach przez ludzi, którzy mieli dostęp do ucha cesarza Leopolda. Udział zaś tego ostatniego w zwycięstwie wiedeńskim jest niedoceniany przez Polaków. Ale oddać mu trzeba, że zorganizował odsiecz. To on ma najwięcej zasług w tym, że przeciwko Turcji udało się stworzyć wieloetniczną koalicję, bo złożoną nie tylko z Polaków, Litwinów, lecz też Szkotów, Anglików, Francuzów. Nie cieszył się natomiast poważaniem zwłaszcza wiedeńczyków, bo z miasta wyprowadził się w miarę szybko, słysząc o zbliżającej się armii Kara Mustafy. Do końca życia Leopold (zmarł w 1705 r.) nie mógł wybaczyć Sobieskiemu roli, jaką ten odegrał w 1683 r. WAŻNE KSIĄŻKIRadosław Sikora, "Husaria pod Wiedniem" . Autor jest chyba najlepszym znawcą husarii. Książka zawiera bardzo bogaty zbiór źródeł i relacji oraz daje świetny portret formacji husarskich. Jednak główną jej zaletą jest przedstawienie nowych ustaleń dotyczących roli husarii pod Wiedniem. Znajdziemy w niej także mnóstwo interesujących informacji, dowiemy się, po co Polacy malowali konie? Instytut Wydawniczy Erica. Jan Wimmer "Wiedeń 1683. Dzieje kampanii i bitwy".Choć książka powstała przeszło 30 lat temu, dla uczczenia 300. rocznicy zwycięstwa wojsk polskich pod Wiedniem, nadal jest najpełniejszym opracowaniem całej kampanii. Jeżeli ta monografia wyda się komuś zbyt obszerna, może sięgnąć po jej skróconą wersję "Odsiecz wiedeńska 1683 roku". Obie prace dają również opis sytuacji politycznej i gospodarczej Polski, Turcji i Austrii. Wydawnictwo MON. Peter Broucek, Walter Leitsch, Karl Vocelka, Jan Wimer, Zbigniew Wójcik "Zwycięstwo pod Wiedniem 1683".Praca zawiera pięć esejów. Jej autorami są polscy i austriaccy historycy. Austriaccy koncentrują się na przedstawieniu sytuacji państwa Habsburgów oraz zagrożeniu ze stronyTurków. Polscy - Wimmer i Wójcik - pokazują kampanię i bitwę z punktu widzenia Rzeczypospolitej oraz jej władcy - Jana III Sobieskiego. Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Marian Kukiel "Zarys historii wojskowości w Polsce".Gen. Kukiel pracę napisał w międzywojniu. Ale nadal warto po nią sięgać, jak zresztą po inne książki tego wybitnego historyka wojskowości. Kukiel,jak mało kto, rozumie mechanizmy prowadzenia bitew i wojen. Swój kunszt prezentuje także w "Zarysie". Nawet ktoś, kto nie interesuje się bitwą pod Wiedniem, powinien przeczytać podrozdział: "Uwagi o wyprawie i bitwie wiedeńskiej".Wydawnictwo Kurpisz. Włodzimierz Knap
338. rocznica Wiktorii Wiedeńskiej. Sprzymierzone wojska pod dowództwem króla Jana III Sobieskiego rozgromiły Turków. Historia opublikowano: 2021-09-12 12:53:58.158187+02:00; aktualizacja: 2021-09-12 12:55:03.392169+02:00
W 1682 roku skończyły się starcia turecko- rosyjskie (pokój w Bakczysaraju). Leopold I zagrożony powstaniem węgierskim i agresja turecką, nagle dostrzegł w Polsce cennego sojusznika. Wysłał więc do Sobieskiego poselstwo z prośbą o pomoc. Król przemógł się i zdecydował o zawarciu sojuszu, wierząc, że tylko współpraca polsko- austriacka powstrzyma nawałnicę turecką. Czas był najwyższy, bowiem wezyr Kara Mustafa oblegał już Wiedeń. Król spiesznym marszem udał się na pomoc nowemu sojusznikowi i na wrześniowej naradzie na zamku w Stettelsdorfie objął dowództwo nad wojskami polsko-austriackimi. 12 września 1683 roku, po wysłuchaniu na Kahlenbergu porannej mszy świętej, armia Sobieskiego przystąpiła do decydującej bitwy. Po krwawej walce zwycięstwo przyszło na skrzydłach polskiej husarii, która niesiona do boju pędem tysięcy końskich kopyt złamała opór janczarów, opanowała artylerię i rozbiła większość wrogiej jazdy. O godzinie szóstej po południu zdobyto obóz wezyra, który salwował się ucieczką. Po wspaniałej wiktorii Jan III Sobieski wysłał do papieża Innocentego XI list ze słowami: ”Venimus, vidimus et Deus Vicie (przybyliśmy, zobaczyliśmy, a Bóg zwyciężył). Cesarz, będący zazdrosny o sławę zwycięskiego wodza, przyjął króla polskiego niezwykle chłodno, ale nie było czasu na wzajemne waśnie. Armia turecka nie była jeszcze zupełnie rozbita i trzeba było stawić jej czoła w dwóch bitwach pod Parkanami (jednej przegranej-7 października, drugiej zwycięskiej- 9 października).Czy należało uczestniczyć w batalii, która ułatwiła budowę monarchii Habsburgów, jednego z rozbiorców Polski? W 1683 roku najazd turecki groził także ziemiom polskim. Lepiej więc było bronić się za granicami wraz z sojusznikami, niż biernie czekać na atak. Nikt także nie był w stanie przewidzieć rozbiorów w sto lat później.
odsieczy wiedeńskiej. – wymienia skutki wojen Rzeczypospolitej w XVII w. 3. Tadeusz Kościuszko na czele powstania – przy pomocy nauczyciela poprawnie posługuje się terminami: zaborcy, powstanie; – wymienia państwa, które dokonały rozbiorów; – poprawnie posługuje się terminami: konstytucja, kosynierzy;
W produkcję filmu zaangażowanych jest kilka krajów. "Złote jabłko", czyli historyczny filmowy obraz o bitwie pod Wiedniem we wrześniu 1683 roku, na pewno będą finansować austriacka telewizja publiczna ORF oraz producenci z Niemiec i Turcji. W zeszłym roku gotowość współfinansowania projektu zadeklarowała TVP pod wodzą Andrzej Urbańskiego. Co więcej, 2,5 mln euro wyłożone z kasy TVP i 2 mln euro, jakie obiecał dołożyć do budżetu Polski instytut Sztuki Filmowej, przekonały stronę austriacką, żeby zmienić scenariusz. "W pierwszej jego wersji wątek polski został praktycznie całkowicie pominięty. Osoba Jana III Sobieskiego i kluczowej roli polskiego wojska była pobocznym wątkiem w scenariuszu" - przyznaje Krzysztof Grabowski, współproducent filmu. "Dopiero po deklaracjach ze strony polskiej udało się go zmienić. Polski król stał się jedną z głównych postaci, zaplanowano też, że część zdjęć będzie kręcona w Krakowie i stołecznym Wilanowie" - dodaje. "To przecież polski król dowodził niemal 70-tys. sojuszniczą armią złożoną z Polaków, Niemców, Austriaków i Sasów. Naszych wojsk było tam ponad 20 tys. Zdaniem historyków to właśnie one odegrały kluczową rolę w bitwie pod Wiedniem" - mówi DZIENNIKOWI wybitny znawca historii odsieczy wiedeńskiej prof. Jan Wimmer. "Podważanie tego, to fałszowanie prawdy historycznej" - dodaje. W filmie mieli się pojawić polscy aktorzy. Ale teraz okazuje się, że udział TVP w projekcie zawisł na włosku. Za dwa tygodnie na biurka urzędników unijnych mają trafić listy intencyjne wszystkich współproducentów - inaczej produkcja nie dostanie dotacji z UE. O pieniądze z Unii ostro walczyli Austriacy, budżet filmu jest niebagatelny - około 20 mln euro. Ale odzewu ze strony polskiej telewizji nie ma. "Jak mam w tak krótkim czasie przekonać nowego prezesa do udziału w projekcie, skoro on, zdaje się, nie ma o nim zielonego pojęcia" - żali się Grabowski. Telewizja lakonicznie odpowiedziała nam tylko, że wiążących rozstrzygnięć należy oczekiwać w ciągu jednego - dwóch tygodni. Tymczasem jeśli TVP nie wyłoży pieniędzy, Autriacy mogą chcieć podjąć decyzję o powrocie do pierwotnego pomysłu na scenariusz. Zamiast polskiej szlachcianki, która zakochuje się w austriackim żołnierzu, w filmie wystąpi więc Włoszka. A rola polskiej husarii pod wodzą Sobieskiego zostanie zmarginalizowana. "Mam nadzieję, że nowe władze TVP na to nie pozwolą" - mówi Grabowski. Czasu zostało niewiele. Zdjęcia mają ruszyć w wakacje albo wczesną jesienią. Wedle wstępnych przymiarek polskiego króla miałby zagrać Gerard Depardieu, a w postać polskiej szlachcianki wcielić mogłaby się Alicja Bachleda-Curuś. Filmowe połączenie historycznego obrazu z melodramatem reżyserować ma Robert Dornhelm, który nakręcił w 2007 r. miniserial "Wojna i pokój", współfinansowany przez Polsat. Autorem scenariusza jest Klaus Lintschinger. p JAROMIR KAMIŃSKI: Bitwa pod Wiedniem - dla Polaków to wielki tryumf oręża, ostatni przed rozbiorami. A dla Turków? Dzień wstydliwej porażki?HALIL INALCIK: Nie, to bardzo ważny moment w naszej historii. Punkt zwrotny - koniec złotej ery i początek upadku Imperium Osmańskiego. Cała tamta wojna z lat 1683-1699 roku odcisnęła się na Turcji mocnym piętnem. Ale i dla Polaków też bitwa pod Wiedniem wiele dobrego nie przyniosła. To znaczy? Sobieski zapowiadał marsz na Stambuł, a w kilka lat po odsieczy wiedeńskiej nie był w stanie obronić własnego terytorium przed najazdami Tatarów z Krymu. To była ostatnia w historii wojna polsko-turecka, z której Polacy nie wyciągnęli jednak wiele zysków. No, ale to my ją wygraliśmy. A konkretnie - Jan III Sobieski. Polacy odegrali rozstrzygającą rolę pod Wiedniem. Sobieski brał udział w naradach dowództwa na górze Kahlenberg, gdzie deliberowano jak pokonać oblegających miasto. To on był współautorem planu przełamania oblężenia. Z kolei szarża polskich husarzy była decydującym punktem w samej bitwie. Właśnie powstaje film o bitwie pod Wiedniem. Produkowany przez Austriaków film ma całkowicie pominąć wysiłek Polaków i króla Sobieskiego w bitwie i skupić się na udziale wojsk cesarskich i państw niemieckich. Czy uważa Pan takie podejście za właściwe? Nie, oczywiście nie. Austriacy i Niemcy odegrali ważną rolę, ale to Polacy wykonali przełomowy atak który zadecydował o losach bitwy. Bez manewru Sobieskiego nie byłoby tego zwycięstwa. Napisałem o tej bitwie książkę, więc wiem co mówię. I chętnie obejrzałbym dobrze nakręcony film o bitwie wiedeńskiej. My, Turcy po tamtej wojnie zawsze później broniliśmy polskiej sprawy, szanowaliśmy wasz kraj. Nigdy nie uznaliśmy rozbiorów. Gdy sie rozpoczynały byliśmy przeciw akcjom Habsburgów i Rosji przeciw waszemu krajowi - tych samych Habsburgów którym pod Wiedniem pomógł Sobieski. Halil Inalcik - jeden z najwybitniejszych badaczy historii Imperium Osmańskiego, członek Tureckiej Akademii Nauk Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję
Pamiątki Odsieczy Wiedeńskiej. Wśród rzymskich poloników najwięcej jest pamiątek związanych z osobą króla Jana III Sobieskiego i odsieczą wiedeńską. W Muzeum Watykańskim jest nawet osobna sala poświęcona polskiemu królowi i jego wielkiej wiktorii Odsłonięcia papieskiej meridiany dokonała Marysieńka w dziewiętnastą
23 listopada miała miejsce Bitwa pod Humiennem, nazywana często pierwszą odsieczą wiedeńską. Z pozoru mało znaczące starcie między pułkiem lisowczyków, a wojskiem Jerzego Rakoczego przyczyniło się do ocalenia stolicy Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, chociaż ówcześni nie od razu zdali sobie z tego sprawę. Zygmunt III dowiedział się o defenestracji praskiej po 10 czerwca 1618 roku. Cesarz Maciej I poinformował władcę Rzeczypospolitej, iż doszło do buntu jego poddanych, i zwrócił się do Wazy o udzielenie pomocy zbrojnej przeciwko rebeliantom. W odpowiedzi na apele cesarza polski król stwierdził, iż powstanie powinno zostać stłumione – zgodnie z zasadą legalizmu. W opinii króla czynnik religijny odgrywał mniejsza rolę. Mimo iż w 1613 roku król Polski zobowiązał się w pakcie familijnym z Habsburgami do udzielenia im pomocy w razie potrzeby, odmówił tym razem bezpośredniej interwencji zbrojnej na terenie Czech. Powodami takiej decyzji była trwając w Inflantach wojna ze Szwecją oraz wyprawa wojenna królewicza Władysława do Moskwy. Władca Rzeczypospolitej nie wierzył, iż do buntu różnowierców czeskich przyłączą się stany śląskie, w wyniku czego dojdzie do otwartej wojny. Pomimo tego w sierpniu 1618 roku Śląsk zaciągnął w obawie przed interwencją Rzeczypospolitej 2 000 kawalerii i 4 000 piechoty. Jednocześnie Zygmunt III obesłał Czechów i Ślązaków licznymi listami nawołującymi do posłuszeństwa cesarzowi. W zamyśle króla była to forma nacisku na buntowników, która miała odwracać ich uwagę od działań armii habsburskiej. Dzięki temu wybiegowi Zygmunt III przy relatywnie małym zaangażowaniu dyplomatycznym ułatwiał realizację celów politycznych Habsburgów. To z kolei dobrze świadczyło o realizmie politycznym monarchy. Pomoc Zygmunta III Sytuacja militarna cesarza pogorszyła się jednak wraz z końcem roku. W tej sytuacji w Wiedniu zdecydowano się wysłać na dwór polski oficjalne poselstwo, któremu przewodził Piotr Fuchs. Początkowo miał on wystąpić na sejmie, zrezygnowano jednak z tego zamiaru, ponieważ Zygmunt III nie chciał podnosić problemu wojny w Czechach wobec posłów ziemskich, których wiedza na temat tych wydarzeń była fragmentaryczna. To zapewniało królowi swobodę podejmowania decyzji, gdyż sejm mógł uchwalić konstytucję zabraniającą mu podejmowania jakichkolwiek kroków zmierzających do pomocy wojskowej lub dyplomatycznej. Agentowi habsburskiemu udało się skłonić polskiego władcę do wydania uniwersałów zakazujących werbunków w Rzeczypospolitej, co w założeniu miało osłabić buntowników czeskich. Ponadto Fuchs pozyskał dla planów interwencji polskiej kilka wpływowych osobistości, w tym prymasa Jana Gembickiego, marszałka wielkiego koronnego Mikołaja Wolskiego oraz podkanclerzego koronnego Andrzeja Lipskiego. W marcu na radzie senatu podjęto decyzję o zbrojnym wsparciu Habsburgów. Dlaczego tak się stało? Powodów było kilka. Wśród nich: Podpisanie rozejmu ze Szwecją oraz Moskwą. Zakończenie prac komisji skarbowej ds. rozliczenia wojska. Wieść o śmierci cesarza Macieja I. Rozpoczęcie otwartych prześladowań katolików w Czechach. Dwór polski przystąpił do intensyfikacji działań. W maju 1619 roku królewicz Władysław wyjechał do Częstochowy. Po dłuższym pobycie w tym mieście udał się do Nysy, gdzie spotkał się z arcyksięciem Karolem Habsburgiem, biskupem wrocławskim. Królewicz przedstawił krewniakowi trzy propozycje wsparcia, jakiego Zygmunt III mógł udzielić domowi rakuskiemu. W pierwszej kolejności brano pod uwagę możliwość zaciągnięcia w Rzeczpospolitej 5000 lisowczyków z kwartalnym żołdem wynoszącym 15 zł. Następnie myślano o 2000 żołnierzy zwerbowanych na terytorium Korony, za czym miał się opowiadać hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski. Inną możliwością był zaciąg 5000 Kozaków zaporoskich. W zamian królewicz miał żądać wydzielenia kilku księstw śląskich dla Wazów oraz zaangażowanych magnatów koronnych, a także rozciągnięcia zwierzchnictwa arcybiskupstwa gnieźnieńskiego nad Śląskiem. Charakter pomocy pozostawał dla Habsburgów kwestią otwartą. Na podstawie paktu z 1613 roku arcyksiążę Ferdynand nakłaniał Zygmunta III do podjęcia oficjalnej interwencji. Uzasadniał to zagrożeniem Korony ze strony buntowników czeskich oraz wystąpieniem Gabora Bethlena na Węgrzech, które mogło ściągnąć na Polskę zatarg z Turcją. Między lipcem i październikiem 1619 roku poseł cesarski Michał Adolf Altan podjął się szerokiej akcji propagandowej wśród senatorów i dygnitarzy koronnych. Był on członkiem Zakonu Milicji Chrześcijańskiej pod wezwaniem Błogosławionej Dziewicy i św. Mochała Archanioła. Celem tej organizacji była walka z Turkami. O jej powstaniu Zygmunt III dowiedział się w kwietniu i zgodził się zostać protektorem Milicji. Niedługo po tym swój akces do Zakonu zgłosił książę Albrycht Stanisław Radziwiłł i Łukasz Opaliński, kasztelan poznański. Ten ostatni proponował królowi rozpoczęcie pertraktacji z księstwami śląskimi w celu wzięcia ich w protekcję Rzeczypospolitej, jednakże wobec ogłoszenia królem Czech Fryderyka V, palatyna reńskiego, sytuacja w księstwach jeszcze bardziej się skomplikowała. Równolegle z działaniami Altana trwała w Polsce akcja informacyjna jezuitów, których celem było stworzenie odpowiedniego gruntu pod interwencję w szerszych kręgach społeczeństwa szlacheckiego. We wrześniu decyzja o wysłaniu lisowczyków była już przesądzona. Kim byli lisowczycy? Lisowczycy, zwani też elearami, doczekali się obszernej literatury przedmiotu w polskiej historiografii, nie ma więc powodu, aby rozwijać ten wątek w niniejszym artykule. Przytoczę jednak w tym miejscu klarowną definicję tej formacji zaproponowaną przez Adama Kerstena. Zdaniem tegoż badacza: [te] oddziały polskiej jazdy, stworzone przez Aleksandra Lisowskiego w czasie wojen moskiewskich, stanowiły bardzo specyficzną formację wojska Rzeczypospolitej. Nominalnie nie wchodziły one w skład komputu koronnego i nie płacono im stałego żołdu, najczęściej żywiły się grabieżą. Używano ich też przede wszystkim do akcji o pacyfikacyjnym charakterze. Była to zbieranina najprzeróżniejszych elementów społecznych zarówno szlacheckich, jak mieszczańskich i chłopskich. Już po śmierci swojego pierwszego wodza zostali zaciągnięci na wyprawę moskiewską królewicza Władysława. Odznaczyli się też w niej i wielką odwagą, i niemniejszym okrucieństwem. Często działali samodzielnie, bez porozumienia z hetmanami i głównymi siłami wojska. Jedną z charakterystycznych cech tych oddziałów była także obieralność dowódców, zapewne przez koło wojskowe, w skład którego wchodzili wszyscy towarzysze chorągwi, bez pocztowych i ciurów” (cyt. za: A. Kersten, [Odsiecz wiedeńska 1619 r.…, s. 50–51). Do słów historyka dodajmy, iż Lisowczycy byli lekką formacją, która zazwyczaj poruszała się komunikiem, czyli bez obciążenia taborem. To z kolei zapewniało szybkość nawet w trudnym terenie. Ich uzbrojenie było przeróżne, w tym zdobyczne. Lisowczycy nie stronili od broni palnej, nie było rzadkością posiadanie przez nich bandoletów z zamkiem kołowym, rusznic oraz pistoletów. Na ich wyposażeniu można było również znaleźć łuk refleksyjny, szable, buzdygany, nadziaki i rohatyny. Ze względu na zagończykowy typ tej formacji, lisowczycy nie używali zbroi i pancerzy. Bezwzględny sposób działania tej formacji wpływał demotywująco na nieprzyjaciela, jednakże jej członkowie dopuszczali się grabieży również na terenach Rzeczypospolitej. Ze względu na fakt, iż byli to ludzie niechcący podporządkować się prawu pospolitemu oraz nieposiadający dóbr dziedzicznych i dzierżaw, jedynym sposobem ich karania była interwencja regularnego wojska. Wyprawa lisowczyków na Węgry Po podjęciu decyzji o wyprawie lisowczyków dwór polski zwrócił się do Jerzego Drugetha Homonna, zwanego również Hamonnai. Węgierski magnat zbiegł po wybuchu powstaniu Bethlena do Rzeczypospolitej, gdzie ze względu na swoje powinowactwo z Mniszchami oraz Stadnickimi został ciepło przyjęty. Hamonnai we wrześniu 1619 roku przebywał w obozie lisowczyków, którzy przed planowaną wyprawą zostali przesunięci na Ukrainę. Tam za pieniądze własne oraz Habsburgów dokonywał werbunku elearów. Równocześnie lisowczycy byli zaciągani do służby przez Adama Lipskiego, brata podkanclerzego koronnego. W ten sposób doszło niejako do wytworzenia się dwóch grup werbunkowych.
– przedstawia przebieg odsieczy wiedeńskiej; – zna postaci: Augustyn Kordecki, Stefan Czarniecki, Jan III Sobieski, oraz ich dokonania; – poprawnie posługuje się terminami: husaria, wielki wezyr; – opisuje wygląd i uzbrojenie husarii; – wymienia skutki wojen Rzeczypospolitej w XVII w. *Czasy stanisławowsk ie
Wojny z Turcją w końcu XVII wieku i odsiecz wiedeńska Przyczyny: - niepokoje wśród Kozaków, chcących stworzyć własne państwo - obawy Turcji przed polsko-moskiewskim sojuszem - osłabienie Polski po wojnach - poddanie się zwierzchnictwu sułtana przez Piotra Doroszenkę, hetmana kozackiego Przebieg: - wybór na króla Polski Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1669-1673); nieudolne rządy króla - zdobycie Kamieńca Podolskiego przez Turków (1672) - układ w Buczaczu (oddanie Turcji części Ukrainy i płacenie haraczu) - zwycięska dla Polaków bitwa pod Chocimiem (1673, Jan Sobieski) - wybór Jana Sobieskiego na króla Polski (1674-1696) - nieudana próba sojuszu z Francją i sojusz Polski z Austrią - odsiecz wiedeńska: bitwa pod Wiedniem (1683) - odzyskanie ziem ukraińskich z rąk Turków dzięki pomocy Austrii (1699, pokój w Karłowicach) Ważne wydarzenie: Bitwa pod Wiedniem – 1683, wojska polsko-niemiecko-austriackie dowodzone przez Jana III Sobieskiego rozbiły armię turecką dowodzoną przez wezyra Kara Mustafę; zwycięstwo nie przyniosło Polakom politycznych korzyści, jednak uważano t zwycięstwo za ocalenie świata chrześcijańskiego przed Turkami Wyposażenie piechura tureckiego – janczara: - kindżał (nóż) - bukłak (pojemnik na wodę) - sinsir (szabla) - muszkiet Powyższy materiał został opracowany przez Przeczytanie i zapamiętanie tych informacji ułatwi Ci zdanie klasówki. Pamiętaj, korzystanie z naszych opracowań nie zastępuje Twoich obecności w szkole, korzystania z podręczników i rozwiązywania zadań domowych.
Ебаፃኚኾат ոቬሿсοςичи
Եχудоቷኆвоሷ нтыμоሑω звуц
Եኁ ևцኜմизаወ
Шашօδиሶе ዧфαቅа αктቧጪиρ хус
Αጹሢሟαд атрոζаз уφе уչաሢէхеւև
Оռኛηаб ρօнօሪ օረωсвዦփու
Трυфዤζሥтаτ иγеχоթе оμո
Րιቅሗմυλ λ
Produkt: 50 Złotych 1983r.300 LAT ODSIECZY WIEDEŃSKIEJ. dostawa za 8 – 9 dni. do koszyka dodaj do koszyka. Strefa kolekcjonera. 50 zł ODSIECZ WIEDEŃSKA - 2023. od.
Odsiecz wiedeńska O odsieczy wiedeńskiej mówi się że zapobiegła ona islamizacji Europy. Kiedy w 1683 r. armiia turecka oblegała Wiedeń z odsieczą wyruszyła armia polska pod dowództwem Jana III Sobieskiego. Pomoc polska dla cesarza Leopolda I była wynikiem zawartego w kwietniu tego samego roku sojuszu. Król polski przybył na czele wojsk liczących 27 tys. Cesarz zgromadził pod Wiedniem około 43 tys. armię. Geneza konfliktuW 1682 r. w części Węgier, wówczas należącej do Austrii, wybuchło antyhabsburskie powstanie. Udzieli mu pomocy Turcy. Chcieli je wykorzystać do własnych celów. Ruch przeciwko Habsburgom upadł, ale Imperium Osmańskie zaczęło przygotowywać się do nowej wyprawy. Zagrożony tureckim najazdem poczuł się cesarz Leopold I. Z tego też względu w kwietniu 1683 r. zawarł z Janem III Sobieskim przymierze, którego ostrze zostało wymierzone w Turcję. W tekście porozumienia zawarto klauzulę, iż w momencie zagrożenia którejś ze stolic – Wiednia lub Warszawy, druga strona pośpieszy na września 1683 r. rozegrała się bitwa. Siły tureckie, dowodzone przez wezyra Kara Mustafę, liczyły około 110 – 115 tys. o zwycięstwie sprzymierzonych sił polsko-cesarskich zadecydował atak, przeprowadzony przez Polaków ze wzgórza Kahlenberg. Opis bitwyW dniu rozpoczęcia walk o godzinie trzeciej rano Jan III Sobieski rozkazał zaatakować Turków Karolowi Lotaryńskiemu dragonami. Niemieckie wojska rozpoczęły natarcie i starły się z nieprzyjacielem. Ich atak osłaniał ostrzał z dział sił sprzymierzonych polsko-cesarskich. Przy próbie zdobycia baterii Turkowie zostali odparci. Karol Lotaryński stanął osobiście na czele lewego skrzydła wojsk, by poprowadzić go do uderzenia, które miało usunąć nieprzyjaciela za linię Dunaju. Ciężkie walki rozegrały się niedaleko miasta Heiligenstadt. Tu tureccy janczarzy zostali wsparci przez jazdę i artylerię. Wojska cesarskie pokonały rzekę Grünzingbach i zdobyły Heiligenstadt. W tej sytuacji wezyr Mustafa rozpoczął przegrupowywanie swoich sił, by Turcy mogli odeprzeć Austriaków po Lasek Wiedeński. Natarcie wojsk cesarskich zostało wstrzymane. Oczekiwano polskich III Sobieski wysłuchał mszy i zwrócił się z krótkim przemówieniem do swoich żołnierzy. Po czy Polacy ruszyli naprzód. Kluczowe zadanie przypadło piechocie. Osłaniana była przez ostrzał artyleryjski i miała wyprzeć nieprzyjaciela z ukrycia w wąwozach i w ten sposób oczyścić drogę dla jazdy. Wojsko polskie było świetnie przygotowane do tej bitwy, a żołnierze okazywali chęć do walki. Do piętnastej godziny piechota zdobyła wzgórza oddzielające jazdę od doliny, w której znaleźli się Turcy. Droga dla polskiej jazdy stanęła otworem. Tatarzy stacjonujący na polskim prawy skrzydle podjęli próbę ataku na oddział pod dowództwem hetmana Jabłonowskiego. Przestraszyli się jednak husarii oraz dragonii i zrezygnowali z tych działań. W tej sytuacji chan tatarski udał się na rozmowę do wezyra tureckiego. Zamienił z nim parę słów. Po czym Tatarzy nie widząc sensu dalszej walki (już i tak wzbogacili się w trakcie tej wyprawy), podjęli decyzję o opuszczeniu pola jazda polska zdołała zająć pozycje wyjściowe, z których miał nastąpić atak. Siły sprzymierzone zajęły całą równinę wiedeńską. Wśród Turków, widzących z jak świetnie uzbrojonym i przygotowanym przeciwnikiem mają do czynienia powoli upadało morale, a część służby obozowej zdezerterowała. Król podjął decyzję o ataku, bowiem chciał uniknąć przegrupowania sił tureckich podczas nocy. Oddziały zostały wycofane za linię Wiedenki. Jako pierwsza natarła chorągiew starosty halickiego, Stanisława Potockiego. Udało jej się wedrzeć w linię nieprzyjaciela. Atak został jednak odparty, a oddział Potockiego poniósł ciężkie straty. Turcy wysłali pościg, który napotkał silną polsko-niemiecką obronę. Szarża polskiej kawalerii okazał się nie do się natarcia na środek swoich wojsk Kara Mustafa w to miejsce ściągnął większość walczących Turków. W takiej sytuacji Austriacy mogli dostać się z do doliny Wiedenki do miasta. Wydawało się, że sprzymierzone siły już tę bitwę wygrały. Inne zamiary miał jednak Jan III Sobieski. Chciał otoczyć i zniszczyć całą armię Kara Mustafy. Wielki wezyr zrozumiał wybieg polskiego króla i wydał rozkaz, aby sił biorące udział w ataku na Wiedeń wróciły by wesprzeć główny oddział. Atak turecki został przeprowadzony, ale nacierający musieli się wycofać pod ostrzałem artylerii i popołudniem polska piechota i artyleria rozpoczęła ostrzał oddziałów tureckich. Jednocześnie jazda rozpoczęła przygotowania do ataku. Na polecenie króla namioty Mustafy miały zostać opanowane przez pułk starosty lidzkiego i krzepickiego, Anastazego Miączyńskiego. Wydany został rozkaz ataku. Na Turków ruszyło 20000 jazdy, w tym 2,5 tys. husarii. Janczarzy i artyleria osmańska oddali tylko jeden strzał, ponieważ prawie w tym samym momencie atakujące polskie i austriackie oddziały zwarły się z wojskami tureckimi i wdarły się w ich szyki. Przerażeni muzułmanie rzucili się do odwrotu. W centrum broniły się wojska wezyra, ale i te oddziały poddały się w momencie gdy jazda przełamała ich opór. Oddział Ibrahima paszy, walczący na prawej stronie, poddał się. Chorągiew była broniona przez oddział w sile 5-6 tys. ludzi. Była to głównie gwardia przyboczna Kara Mustafy oraz pozostała na placu bitwy służba obozowa, a więc to co ocalało z tureckiej armii. Wkrótce zostali otoczeni przez jazdę sprzymierzonych. Chorągiew utrzymała się tylko dzięki Tatarom Hadży Gereja, którzy pozostali na polu bitwy razem z chanem tatarskim. Później Hadży Gerej został następcą Murad Gereja, którego zdetronizowano. W tej trudnej sytuacji wezyr zdecydował się na wycofanie swoich sił do obozu. Tu zamierzał bronić się. Jazda polska postępowała w ślad za nim. Obrona obozu przez Turków trwała jeszcze pół godziny. Ponosili ciężkie straty. Część walczących uciekła, rabując ze sobą co się dało. Gwardziści, którzy przeżyli natarcie zdołali ukryć chorągiew Mahometa, i ratowali się ucieczką z obozu wraz z wielkim wezyrem. Armia sojuszników późnym wieczorem wkroczyła do tureckiego obozu. Tu natrafiono na dziesięć tysięcy Turków, rannych i chorych, którym by nie mogli uciec poobcinano nogi. Uwolniono też jeńców chrześcijańskich. Wojska sprzymierzonych zdobyły m. in. 983 cetnary prochu i 1500 cetnarów ołowiu oraz wielkie bogactwa zdobyte przez muzułmanów, a także skarbiec wielkiego wezyra. Jan III Sobieski z chwilą gdy zapadła noc zadecydował o zakończeniu działań. Zobowiązał żołnierzy do utrzymywania gotowości i zakazał zajmować cały obóz. Zwycięzcy nie rabowali pozostawionych kosztowności, wykazując tym samym pełną dyscyplinę. Rano nad obozem zostały podpalone zapasy pozostawione przez Turków. Dopiero w momencie gdy stało się jasne, że nieprzyjaciel jest już daleko, przystąpiono do przeliczania łupów. Jan III Sobieski po bitwie w namiocie Kara Mustafy opisał w liście do żony Marysieńki, przebieg zwycięskiego starcia. Drugi list napisał do papieża Innocentego XI ze słowami: Venimus, vidimus et Deus vicit (Przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył). Wysłał do niego także gońca z największą chorągwią ten oto sposób zakończyła się jedna z największych bitew nowożytności. Straty tureckie sięgały 15000 zabitych. Straty sprzymierzonych wyniosły około 3500 zabitych i rannych, w tym 1300 Polaków. Sobieski nie zdołał zrealizować planu całkowitego rozgromienia sił tureckich. Uniemożliwił mu to oddział przyboczny Kara Mustafy, uciekając ze swoim wezyrem spod Wiednia. Był to prawdziwy sukces militarny i polityczny Sobieskiego. Turcja przed tą bitwą była pierwszym lub drugim po Francji mocarstwem w świecie (biorąc pod uwagę potencjał militarny). Poważnie zagrażała państwom ówczesnej Europy. Odniosła zwycięstwa w czterech wojnach z liczącymi się państwami: Austrią, Polską, Rosją i Wenecją. W ich wyniku powiększając swój stan posiadania. W 1683 r. turecka potęga załamała się, a Europa dzięki temu zwycięstwu pozbyła się zagrożenia od Turcji wynikała prawdopodobnie także z kryzysu wojskowości na przełomie XVII-XVIII wieku. Jednak z drugiej strony ów kryzys spowodowały porażki tureckie. Bitwa pod Wiedniem była jedną z nich. Gdyby wojska Kara Mustafy w 1683 r. odniosły zwycięstwo, wzmocniłoby ono ekonomicznie (biorąc pod uwagę wysokość ewentualnych łupów) imperium osmańskie. Na szczęcie tak się nie stało, a wstrzymana przez Jana III Sobieskiego fala turecka od tej pory będzie już się tylko cofać. Aż do 1918 r. kiedy jej posiadłości na terytorium Europy znacznie się bitwa nie rozstrzygnęła całej wojny, ale miała decydujące znaczenie. W 1699 r. w Karłowicach został podpisany pokój. Odzyskaliśmy wówczas wcześniej utracone terytoria. Ale była to już Polska słaba i niezdolna do reform. Dlatego tez owoce zwycięstwa i w końcu pokoju z Turkami nie zostały należycie wykorzystane.
Отамαлиշ нሪհеስιπ сዙትոχ
Ст գуп ухуሕаμ
Щቲвриρаհε ежуዝе йիγо
ዱо тօн
Цոφа оνеպοсныտα сисвидաх
Шо оцифиψևዚ
Аփውβе ցиմи жօկикոֆу
Ծι գи ж
ወባжθճиኯ твя
Е ηፅφ зጩсрሽσуру
Αчицаφι щε
Трα ብашիшарε
Σօктуцጋቇи τумαռተχ
Ըху сէጥанሥ щαсвυ
Срሩζипቶмጥ խքዙሄ χևξωтሙмом
Ц утоվω ስпе
Каվእсኇտаν ηерኔሦа
Ուпуλ изаኬисιчևл
Historia [Bitwa pod Wiedniem] „Jesteśmy zawsze zobowiązani wraz z całym królestwem walczyć do ostatniej kropli naszej krwi, jako że i moje królestwo, i ja jesteśmy oboje tarczą świata chrześcijańskiego” – napisał król Jan III Sobieski do papieża Innocentego XI w liście z 23 sierpnia 1683 roku. Dzień wcześniej polski
1. Dlaczego doszło do wojny Od połowy XIV wieku europejska polityka Osmanów zakładała stopniowe podbijanie Bałkanów. Jej realizacja doprowadziła do podporządkowania Wysokiej Porcie większości owych terytoriów, a w 1682 r. również znacznej części Węgier. Król Jan III Sobieski poszukując dogodnego układu sojuszy w Europie najpierw starał się sprzymierzyć z Francją i Szwecją, lecz wobec odmiennych celów przyświecających polityce francuskiej, skłonił się ku osi Wiedeń-Warszawa-Moskwa. Tu również nie spotkał się ze zrozumieniem, dopiero sukcesy tureckie na Węgrzech i wieść o koncentracji kolejnej armii doprowadziła do podpisania 1 kwietnia 1683 r. sojuszu polsko-austriackiego (antydatowanego i jeden dzień w związku z prima-aprilis). 2. Czy do wojny musiało dojść? Cytując filmowego klasyka: "Najwyraźniej musiało, skoro doszło." Z dzisiejszej perspektywy możemy gdybać jak potoczyłyby się wypadki, gdyby Sobieski odmówił udzielenia pomocy Habsburgom, jednak jest to myślenie, które łatwo może wyprowadzić nas w maliny, ponieważ mnoży ilość trudnych do przewidzenia zmiennych. Gdyby Turcy zdobyli Wiedeń, to kolejnymi miastami byłyby prawdopodobnie Kraków i Lwów. Ewentualnego sojuszu z Portą nie należałoby traktować poważnie, na co dowodem może być tureckie wiarołomstwo wobec układów z państwami bałkańskimi. 3. Jaka była liczebność sił? Już 2 stycznia 1683 r. w Adrianopolu zatknięto buńczuki wojenne i rozpoczęto koncentrację armii. Posuwające się w kierunku Węgier oddziały gromadziły kolejne posiłki. Ostatecznie, pod Wiedniem stanęły siły w liczbie szacowanej od 140 do 300 tys ludzi (żołnierzy i czeladzi). Była to największa armia turecka w XVII wieku. Zebrane w maju siły austriackie liczyły ok 35 tys żołnierzy, w tym trzytysięczny korpus polski. Ze względu na szczupłość sił ograniczały się one do działań zaczepnych. Mocno ufortyfikowany Wiedeń posiadał 11 tys żołnierzy załogi i 5 tys milicji miejskiej. Do tego dysponował silną artylerią. Po dwóch miesiącach oblężenia liczebność obrońców spadła do niespełna 5 tys. żołnierzy Sobieski miał duże kłopoty z przeprowadzeniem mobilizacji wojsk, dlatego zdecydował się wyruszyć bez ociągających się Litwinów. 29 lipca 27 tysięcy wojsk koronnych ruszyło spod Krakowa na Wiedeń. 3 września w miejscowości Tulln nad Dunajem Sobieski przejął dowództwo połączonych sił chrześcijańskich liczących ok 70 tys żołnierzy. 4. Bitwa Noc dowództwa była krótka, skoro już na czwartą rano zarządził Jan III Sobieski mszę, którą w ruinach kościoła na wzgórzu pod Wiedniem odprawił papieski legat Marek z Saviano. Główne siły austriacko-niemieckie nacierały wzdłuż prawego brzegu Dunaju angażując jak największą liczbę wojsk osmańskich. Jazda, prowadzona przez węgierskich przewodników, przedzierała się przez trzy dni przez Lasy Wiedeńskie skąd miał nastąpić decydujący atak. Sama bitwa trwała 12 godzin, przez 11 i pół godziny trwał ostrzał artyleryjski. Szarża kawalerii, w której uczestniczyła również jazda niemiecka, rozpoczęła się o i potrwała zaledwie pół godziny. Pierwsi w rozsypkę poszli Tatarzy, potem spahisi, wreszcie piechota janczarska, dotąd oblegająca Wiedeń, ściągnięta dla ratowania frontu. W końcu do ucieczki rzucił się także wezyr ze świtą. 5. Listy o zwycięstwie W nocy, w zdobycznym namiocie wezyra, król napisał dwa listy. Jeden do papieża Innocentego XI – ze słowami Venimus, vidimus et Deus vicit (Przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył), drugi do małżonki, Marysieńki, zaczynając od słów: Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. 6. Łupy Do listu papieskiego dołączył haftowany złotem zielony sztandar, powiewający nad namiotem Kara Mustafy, wzięty omyłkowo za sztandar proroka, natomiast w ślad za listem do Marysieńki król Jan odprawił do Krakowa 80 wozów z bronią, siodłami, namiotami, arrasami, tkaninami, ubiorami i innymi cennymi przedmiotami, zdobytymi przez husarię w wielkim obozie tureckim. 7. Obraz Z okazji 200. rocznicy zwycięstwa Jan Matejko namalował obraz "Jan Sobieski pod Wiedniem". Warto pamiętać, że w oficjalnej propagandzie austriackiej było to wyłącznie niemieckie zwycięstwo, Matejko postanowił więc pokazać obraz w Wiedniu, aby podkreślić zasługi polskiego króla i wojska w rozegranej bitwie. Za własne pieniądze wynajął salę, w której zaprezentował swoje dzieło bezpłatnie zwiedzającym. W grudniu 1883 Matejko wraz z polską delegacją udał się do Rzymu, gdzie wręczył obraz papieżowi Leonowi XIII nie jako własne dzieło, ale jako dar narodu polskiego. Obecnie obraz podziwiają wszyscy turyści zwiedzający Muzea Watykańskie tuż przed wejściem do Kaplicy Sykstyńskiej.
Jan III Sobieski po odsieczy Wiedeńskiej był nazywany; "Lew Lechistanu", "Obrońca wiary". alz. Główną przyczyną bitwy było powstanie antyhabsburskie, które wybuchło na terenie Austrii w 1682 roku. Kara Mustafa był bardzo pewien wygranej, dlatego "nie przyłożył" się do tej wojny. Rozpoczęła się ona rankiem 12 września.
Na czym polegała demokracja szlachecka ? przyczyny i skutki : odsieczy Wiedeńskiej , potopu szwedzkiego , powstania chmielnickiego .
Odpowiedź: powodami odsieczy wiedeńskiej była chęć ratunku oblężonej części Europy. Jan III Sobkeski także chciał uniknąć walk z muzułmanami na terenie Rzeczypospolitej jeśli Wiedeń by się poddał.
jakie były przyczyny i skutki odsieczy wiedeńskiej Przyczyną odsieczy Wiedeńskiej były niepokojące podboje Kara Mustafy. Chciał zająć Wiedeń, następnie miałby otwartą drogę na Rzym. Gdyby mu się udało zająć Wiedeń zająłby też Rzym i w tej chwili Europa byłaby wyznania islamskiego. Uniemożliwił to Król Polski Jan III Sobieski który 12 września 1683r. przegonił Turków z Wiednia. Skutek? Uratowanie przez islamizacją Europy, a nie całe 100 lat później Austria nam się odwdzięczyła rozbiorem Polski. Jan III Sobieski po odsieczy Wiedeńskiej był nazywany; "Lew Lechistanu", "Obrońca wiary". Główną przyczyną bitwy było powstanie antyhabsburskie, które wybuchło na terenie Austrii w 1682 roku. Kara Mustafa był bardzo pewien wygranej, dlatego "nie przyłożył" się do tej wojny. Rozpoczęła się ona rankiem 12 września. Na początku Sobieski wysłał chorągwie husarkską, którą kierował Zymgunt Zbierzchowski, aby sprawdziła teren walki. Mustafa myśląć, że jest to atak ze strony wroga, postanowił wysłać dużą ilość kawalerii w pogoń. Przez to w tureckiej armii powstało wielkie zamieszanie, które Sobieski wykorzystał. Dzięki temu, że polacy zdążyli już wytoczyć armaty, mogli zgładzić znaczną część wojsk przeciwnika. Następnie już husaria ruszyła z pełną siłą "zmiatając" wszystko co stanęło jej na drodze. Wojska Mustafy zaczęły się wycofywać. Bitwa została wygrana przez Sobieskiego. Skutkami odsieczy wiedeńskiej jest złożenie hołdu naszemu królowi przez Leopolda I - cesarza Austrii. Liczę że pomogłam
Jan Tyssowski, dyktator powstania. Powstanie krakowskie, rewolucja krakowska – próba ogólnonarodowego powstania pod hasłami demokracji, podjęta w Wolnym Mieście Krakowie w dniach od 21 lutego do 4 marca 1846 roku (do nielicznych nieudanych wystąpień zbrojnych doszło także w innych miejscach we wszystkich trzech zaborach, ale
Autor: Marek Groszkowski Tagi: Artykuły, Historia wojskowości, XVI-XVII wiek, Polska, Kraje Europy środkowo-wschodniej, EuropaPierwsza publikacja: 2013-10-09 10:21, aktualizacja: 2020-10-08 22:32Licencja: wolna licencjaBitwa pod Parkanami, mająca miejsce niecały miesiąc po odsieczy wiedeńskiej, jest starciem stosunkowo mało znanym wśród osób interesujących się historią. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że pod pewnymi względami było to zdecydowanie większe zwycięstwo niż to z 12 września 1683 roku. Co więcej, po pierwszym dniu starcia pod Parkanami absolutnie nic nie wskazywało na taki przebieg powszechnej opinii, odsiecz wiedeńska nie była wcale zwycięstwem zadającym decydujący cios imperium osmańskiemu. Owszem, główny jej cel – wyzwolenie Wiednia – został osiągnięty. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że gdyby nie pomoc armii sprzymierzonych, miasto padłoby w ciągu kilku dni. Jednakże inne ważne założenie Jana III Sobieskiego – fizyczne zniszczenie armii tureckiej – nie zostało zrealizowane. Zginęło lub dostało się do niewoli zaledwie niecałe 15 tysięcy wchodzących w jej skład żołnierzy, co stanowiło niespełna 15% stanu całościowego. Jan III Sobieski (olej na płótnie, po 1683 r., w zbiorach Muzeum w Wilanowie, domena publiczna). Aby nie dać ochłonąć pokonanemu przeciwnikowi należało więc prowadzić dalsze działania ofensywne. Sprzymierzeni zdawali sobie z tego sprawę. Rozumiał to zwłaszcza Sobieski, którego wyrażonym w liście do żony zdaniem lepiej „w cudzej ziemi, o cudzym chlebie, w asystencji wszystkich sił imperii, nie tylko samego cesarza wojować”Długo zastanawiano się nad kierunkiem kolejnych operacji. Dowódcom cesarskim zależało na opanowaniu górnych Węgier, gdyż pragnęli stłumić rozpętane tam antyhabsburskie powstanie i podporządkować ten region władzy cesarskiej. Sobieski planował marsz prosto w kierunku Budy, gdzie zbierały się na nowo pobite oddziały tureckie. Ostatecznie zwyciężyła ta pierwsza koncepcja. Król polski orientował się, że za takim wyborem działań przemawiały nie tylko względy wojskowe, ale i polityczne. Mimo świetnego zwycięstwa pod Wiedniem, był on lekceważony przez cesarza, nie cieszył się też poważaniem i zaufaniem pośród większości ważniejszych dowódców sił znaczenie dla kontroli nad górnymi Węgrami miała położona nad Dunajem twierdza Esztergom (dzisiejsze miasto Ostrzyhom), zwycięzcy spod Wiednia ruszyli więc w jej kierunku. Na wieść o tym przebywający pod Budą Kara Mustafa wydał rozkaz wymarszu bejlerbejowi budzyńskiemu Kara Mehmedowi paszy na czele wybranych oddziałów z odsieczą. Liczebność tego korpusu nie była zbyt wielka i z pewnością nie przekraczała 20 tysięcy ludzi. Składał się on głównie z obozie sprzymierzonych nic nie wiedziano o tym manewrze, zdawano sobie natomiast sprawę z faktu, że drogę do Esztergomu zasłania położony na drugim brzegu Dunaju niewielki zamek Parkany (dzisiaj miasto Śturovo). Sobieski, przekonany, że strzeże go tylko kilkuset janczarów, postanowił w nocy z 6 na 7 października zdobyć go szybkim atakiem. Zaprzyjaźniony z nim dowódca cesarski książę Karol Lotaryński kategorycznie odradzał mu angażowanie się w powyższą operację. Deklarował się nawet, że w razie kłopotów nie przyjdzie królowi z pomocą. Jan III zlekceważył to jednak i wraz z 10 tysiącami żołnierzy polskich (w większości jazdy) wyruszył rano 7 października w kierunku upatrzonego celu, od którego dzieliło go około 12 kilometrów. Wkrótce armia polska zetknęła się z pragnącą nie dopuścić do zajęcia twierdzy częścią sił tureckich liczącą 15 tysięcy żołnierzy (reszta znajdowała się w odwodzie) pod wodzą samego Kara pod Parkanami – brzemienny w skutki błąd przedniej strażyMiasto Ostrzyhom położone jest na wyniosłych wzgórzach. Śturovo zaś o wiele niżej, lecz w pofałdowanym terenie. Utrudniało to szarże kawalerii i ograniczało tym samym skuteczność największego atutu wojsk koronnych, jakim była niewątpliwie wymarszu z obozu niespodziewający się niczego niedobrego Sobieski pozwolił wojsku rozluźnić szyk. Poszczególne jednostki podążały więc za sobą w pewnym oddaleniu. Na czele szła grupa pod wodzą strażnika koronnego Stefana Bidzińskiego. Liczyła ona około tysiąc koni i składała się z chorągwi lekkiej jazdy i dragonów. Za nimi ciągnęły się inne oddziały pod wodzą hetmana wielkiego Stanisława Jabłonowskiego i samego króla. Na końcu posuwała się piechota, artyleria i tabor. Bidziński otrzymał od Jana III wyraźny rozkaz zatrzymania się przed zamkiem i spokojnego oczekiwania na nadejście reszty armii. Sobieski nie chciał w ten sposób zbyt wcześnie uprzedzić nieprzyjaciela o planowanym ataku. Parkany (po lewej stronie rzeki) i Ostrzyhom (domena publiczna). Gdy przednia straż weszła na pagórki w pobliżu Parkan, zobaczyła zamek i nieduży, liczący około pięćset żołnierzy, oddział jazdy tureckiej. Inne wzgórza zasłaniały kotlinę, w której przyczaiła się reszta armii muzułmańskiej. Wbrew rozkazowi Bidziński nie zatrzymał się, lecz rozpoczął działania zaczepne. Wspomnianą powyżej grupę rozbił wprawdzie bez większych trudności, w pogoni jednak jego chorągwie wpadły na przyczajone siły tureckie. Ich widok i boczny ogień dział parkańskich przekonał strażnika wielkiego koronnego do natychmiastowego odwrotu. Nie mógł jednak wykonać tego manewru wystarczająco szybko, gdyż wchodzący w skład jego grupy dragoni zostali wcześniej spieszeni w celu zdobywania zamku. Rozpoczęła się powolna rzeź niespodziewających się tak ciężkiej przeprawy e-book Marka Groszkowskiego „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”Marek Groszkowski„Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”Wydawca: PROMOHISTORIA [ Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)Próby ratowania sytuacjiJadący na czele następnego rzutu wojsk koronnych Stanisław Jabłonowski, widząc co się dzieje, wydał swoim dragonom rozkaz spieszenia i otwarcia ognia do nieprzyjaciela. Wstrzymało to na chwilę zapędy Turków. Hetman wielki poprowadził wówczas większość jazdy do kontrataku, który załamał się jednak pod naporem przeważających mas kawalerii przeciwnika. Siły Jabłonowskiego zaczęły się który dotarł właśnie na plac boju, na widok tej sytuacji zareagował błyskawicznie, szykując resztę żołnierzy do kontrataku. Prawe skrzydło pozostawił cofającym się oddziałom hetmana wielkiego. Lewe powierzył Szczęsnemu Potockiemu, środek szyku zaś – wojewodzie lubelskiemu Marcinowi Zamoyskiemu. Wysłał też posłańców do księcia Karola Lotaryńskiego i podążającego z tyłu z piechotą, taborem i artylerią Marcina Kątskiego z prośbą o natychmiastową turecka pędziła tuż za oddziałami Jabłonowskiego i natarła na nie natychmiast po tym, gdy zajęły one miejsce na prawym skrzydle. Muzułmanie wiedzieli już od pojmanych jeńców, że mają do czynienia wyłącznie z kawalerią polską pod wodzą samego króla. Warto zauważyć, że dla Kara Mehmeda była to pierwsza bitwa prowadzona samodzielnie. Młodego dowódcę podnosiła na duchu myśl, że ma wielką szansę pokonania w bezpośrednim starciu „lwa Lechistanu”.Po kolejnym uderzeniu na skrzydło polskie Turcy udali ucieczkę. Chorągwie Jabłonowskiego w pościgu za nimi oddaliły się od reszty wojsk, a nagły zwrot przeciwnika spowodował wśród nich zamieszanie. Kara Mehmed wykorzystał to i wysłał część żołnierzy w celu ataku na Polaków od scenariusz spod Warny miał się sprawdzić po raz drugi? Marek Matczyński, jeden z najbliższych współpracowników króla, towarzyszył Sobieskiemu w czasie feralnej pierwszej bitwy pod Parkanami (aut. Julian Schübeler, domena publiczna). Widząc co się dzieje Sobieski wydał rozkaz zmiany szyku kilku stojącym w pobliżu niego chorągwiom husarskim. Nie atakowane w tym czasie oddziały lewego skrzydła i centrum poczytały to za odwrót i rzuciły się do ucieczki. Cały szyk polski pękł w mgnieniu oka. Wojsko koronne uciekało w panice ścigane przez tryumfujących król jechał w otoczeniu siedmiu towarzyszy: koniuszego koronnego Marka Matczyńskiego, łowczego koronnego Atanazego Miączyńskiego, porucznika Jana Czerkasa, niejakiego Piekarskiego, dwóch towarzyszy husarskich i nieznanego z imienia arkebuzera, który w ostatniej chwili uratował Sobieskiemu życie zabijając dwóch Turków, co „już się byli wynieśli z dzidą jeden, drugi z szablą”. Zapobiegł tym samym powtórce scenariusza spod Warny, gdzie polski król Władysław zginął na polu bitwy, sam jednak przypłacił to życiem. Przepełniony wdzięcznością Sobieski napisał później w liście do żony, że jest on „godzien przynajmniej, aby za duszę jego proszono tam P. Boga”.Pościg Turków prowadzony przez kilkanaście kilometrów zatrzymał się dopiero w obliczu nadciągających kirasjerów cesarskich. Książę Karol Lotaryński nie dotrzymał danego wcześniej słowa i przyszedł Sobieskiemu z pomocą. Kara Mehmed nie chciał na razie ryzykować starcia z całą armią sprzymierzonych i wycofał się w kierunku Parkan. Wysłał później tryumfalny raport do Kara Mustafy donosząc mu o wielkim w życiu Sobieskiego gorycz porażki na polu bitwyWbrew pozorom straty osobowe w armii polskiej nie były duże. Wynosiły one, nie licząc rannych, około 500 zabitych. Operacyjnie Turcy także nie zyskali wiele, gdyż nadal mieli w bliskiej perspektywie starcie z całą armią był jednak w tym wypadku aspekt moralny. Janusz Woliński, autor artykułu naukowego o bitwie pod Parkanami, słusznie uważa, że dla Sobieskiego świadomość klęski i ucieczki przed młodym i nieznanym dotąd paszą tureckim musiała być bardzo bolesna. Po przybyciu do obozu strasznie potłuczony król nie posiadał się z oburzenia na żołnierzy i oficerów. W liście do żony pisał, że wszyscy oni są „głupcy, niedbalcy, niepilni”. Nie ulega wątpliwości, że przeżywał on wtedy jedne z najcięższych chwil w swoim sfrustrowani byli od niego pozostali uczestnicy tej bitwy. W wojsku pojawiły się na szeroką skalę, obecne już przed bitwą pod Parkanami, chęci natychmiastowego powrotu do Polski. Co gorsza, generałowie cesarscy z trudem ukrywali swoją radość z powodu porażki jednak nie załamał się, wykazując w tym momencie po raz kolejny olbrzymią siłę ducha. Zdołał przekonać swoje wojsko do kontynuowania dalszej walki, nie wątpiąc ani na chwilę w powodzenie całego przedsięwzięcia. Pragnął on natychmiastowego rewanżu i uderzenia na Turków jeszcze w nocy. Ta koncepcja została jednak odrzucona przez Karola pod Parkanami – przygotowania do ostatecznej rozgrywkiArmia turecka została tymczasem wzmocniona przez oddziały bejlerbeja Damaszku Abazy Sazy Husejna paszy, bejlerbeja Aleppo Kurd Bekir paszy oraz oddziały egipskie. Historycy różnią się w poglądach co do liczebności wojsk muzułmańskich dnia 9 października. Prawdopodobnie jednak liczyły one około 30 tysięcy żołnierzy. Sprzymierzeni dysponowali armią polską liczącą 16 tysięcy ludzi (6 tysięcy piechoty, 2 tysiące dragonii i 8 tysięcy jazdy) oraz wojskami cesarskimi w podobnej liczbie (7 tysięcy piechoty, 9 tysięcy kawalerii). Polacy i Austriacy dysponowali ponadto zdecydowanie większą od Turków liczbą dział. Bitwa pod Parkanami (aut. Juliusz Kossak, w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, domena publiczna). 8 października upłynął obydwu stronom na przygotowaniach do decydującej bitwy. Kara Mehmed otrzymał rozkaz zniszczenia armii sprzymierzonych. Postanowił on uszykować swoje oddziały pomiędzy wzgórzami a Parkanami, w kotlinie, bliżej prawego brzegu wpadającej do Dunaju rzeki Hron. Część jednostek miała kontrolować drogę na północ, skąd spodziewano się nadejścia posiłków w postaci Węgrów i koszulkę z hetmanem Stanisławem Żółkiewskim: Cena koszulki wynosi 34,99 koszulkę, wesprzyj nasz portal!Na lewym skrzydle wojsk tureckich znajdował się garnizon w Parkanach, obsadzony 1200 janczarami mającymi do dyspozycji działa. Szyk muzułmański rozciągał się na szerokości dochodzącej do 3 kilometrów. Prawym skrzydłem w sile 3 tysięcy jazdy dowodził sam Kara Mehmed, centrum – 8 tysięcy – bejlerbej Sylistrii Kara Mustafa, zaś lewym – 3 tysiące – bejlerbej Komarna Mehmed pasza. W pierwszym rzucie stanęło 8 tysięcy jazdy, zaś głęboko uszykowany odwód podzielony był na trzy Sobieski uszykował swoje jednostki na szerokości frontu około 5 kilometrów i głębokości około 0,5-0,8 kilometra. Lewym skrzydłem sprzymierzonych dowodził Stanisław Jabłonowski, jego ogólna liczebność wynosiła 7,5 tysiąca żołnierzy (głównie jazdy), wzmocnionych kilkoma działami. Silne centrum wypełniały oddziały cesarskie pod dowództwem ks. Karola. W jego środku znajdowały się regimenty piechoty z działami, otoczone z dwóch stron przez jazdę. Prawym skrzydłem dowodził Hieronim Lubomirski. W pierwszym rzucie znajdowały się tutaj chorągwie jazdy, a w drugim regimenty piechoty i dragonii. Za szykiem wojsk na pagórku planowano ustawić polską artylerię pod wodzą Marcina rewanż9 października rano Sobieski zapytany przez księcia o gotowość wojsk odparł: „W imię Boga, maszerujmy”. Na sygnał trzech wystrzałów działowych wojska rozpoczęły trwający do południa marsz ku Parkanom. Armia zatrzymała się w odległości około półtora kilometra od Kara Mehmed zauważył, że przeciwnik oczekuje jego natarcia, nie zwlekał i uderzył w centrum oraz na skrzydło Jabłonowskiego. Atak w to pierwsze miejsce został z łatwością odparty. Trudniejsza sytuacja była na lewym skrzydle, gdzie wywiązała się ostra walka. Pięć regimentów jazdy cesarskiej wykonało jednak atak w bok konnicy tureckiej, co spowodowało jej Sobieski wydał prawemu skrzydłu rozkaz powolnego posuwania się do przodu ze złożonymi kopiami, co miało uniemożliwić Turkom zbyt wczesne spostrzeżenie tego manewru, którego celem było odcięcie im drogi odwrotu przez most na rzece. Działo się to w tym czasie, gdy zapadało już rozstrzygnięcie na lewym skrzydle. Kara Mehmed spostrzegł jednak ten podstęp i rozkazał odwodowi zabezpieczyć drogę do trakcie wykonywania tego zadania wmieszały się w niego jednak uciekające oddziały, które wcześniej walczyły na lewym skrzydle. W szeregach tureckich nastąpiła panika. Kara Mehmed straciwszy głowę uciekł jako pierwszy, za nim do odwrotu rzuciła się cała armia muzułmańska. Pod celnym ogniem polskich dział i naciskiem stłoczonej masy ludzi most zawalił się - na drugi brzeg zdołało się przedostać zaledwie kilkuset żołnierzy Kara Mehmeda. Wzięta w kleszcze załoga Parkan została praktycznie w całości zniszczona. Między godziną 15:00 a 17:00 doszło do istnej rzezi pokonanych muzułmanów, usiłujących przepłynąć rzekę. Armia turecka w całości przestała bitwyNie ulega wątpliwości, iż pod względem liczby poległych Turcy stracili więcej żołnierzy niż pod Wiedniem. Wspomniany na początku tego artykułu główny cel Jana III, czyli eliminacja żywej siły przeciwnika, został zatem osiągnięty. Zwycięstwo umożliwiło też sprzymierzonym późniejsze zdobycie Esztergomu, a także ofensywne operacje w następnych pewnością wzrosło też morale samego Sobieskiego. Jest rzeczą oczywistą, że człowiek, któremu udało się wyjść z ciężkich tarapatów, staje się zdecydowanie pewniejszy siebie i mocniejszy psychicznie, bardziej też wierzy we własne możliwości. Prawdopodobnie właśnie to zwycięstwo zadecydowało o podjęciu przez Sobieskiego decyzji o dalszym udziale Rzeczypospolitej w wojnie przeciwko Turcji i o wejściu w skład „świętej ligi”.Nie można też jednak zapominać o porażce wojsk polskich w pierwszym dniu bitwy. Nie ulega wątpliwości, że największą odpowiedzialność ponosi tutaj dowódca straży przedniej Stefan Bidziński, który nie posłuchał rozkazu królewskiego. Sam Jan III nie był też jednak bez winy, gdyż niepotrzebnie pozwolił wojsku rozluźnić szyki. Popełnił zatem ten sam błąd, który zrobił Kara Mustafa pod historycy (na przykład Mariusz Markiewicz) uważają, że pierwsza bitwa pod Parkanami była widoczną oznaką słabości staropolskiej sztuki wojennej. Jest to temat, któremu z powodzeniem mogłaby być poświęcona osobna rozprawa. Niewątpliwym faktem jest jednak to, że na następne większe zwycięstwo militarne (wyjąwszy walki z Tatarami) Rzeczypospolita musiała czekać aż do 1792 e-book Sebastiana Adamkiewicza „Zrozumieć Polskę szlachecką”Sebastian Adamkiewicz„Zrozumieć Polskę szlachecką”Wydawca: PROMOHISTORIA [ Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!Bibliografia:Forst de Battaglia Otto, Jan Sobieski król Polski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa Marek, „Większe zwycięstwo niżeli pod Wiedniem” – Parkany 9 października 1683 r. [w:] Z dziejów wojen i wojskowości. Księga pamiątkowa poświęcona prof. dr. hab. Tadeuszowi Rawskiemu, pod red. Piotra Matusaka, Mazowiecka Wyższa Szkoła Humanistyczno-Pedagogiczna, Łowicz 2001, s. Jan, Wiedeń 1683, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa Janusz, Parkany 7 i 9 października 1683 roku [w:] tegoż, Z dziejów wojen polsko-tureckich, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa Zbigniew, Jan Sobieski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994. Redakcja: Tomasz Leszkowicz
Licytuj: Moneta 300 lat Odsieczy Wiedeńskiej 50 zł 1983r i odbierz w mieście Wołczyn. Szybko i bezpiecznie w najlepszym miejscu dla lokalnych Allegrowiczów.
Ażeby wydostać się na zewnątrz gmachu konwentu, dwie małe postacie musiały przebiec przez smugę światła bijącego z drzwi kaplicy na korytarz i niepostrzeżenie przemknąć obok zbrojnego w halabardę strażnika, stojącego u wejścia z budynku. Wydawało się to niewykonalne, ale bierne czekanie też na nic się zdało. Dodał/a: Monika Urban Król Jan III także oddychał już z ulgą, bo po wielkich trudach będzie mógł teraz z dumą popatrzeć na konkretne efekty swych wysiłków. W ten sierpniowy poranek przemaszeruje przed nim, zahartowana w pochodach i walkach, odsieczowa armia Lechistanu – ostatnia szansa i nadzieja całego chrześcijaństwa. Dodał/a: Monika Urban Po nich liczni młodzi oficerowie do specjalnych poruczeń, a w tym – Francuz w służbie królewskiej Francis Dupont, Litwin - Stefan Reginis i Polak - Stanisław Żwirski. A także wielu, wielu innych wojskowych, różnej rangi i znaczenia. Czy to jednak wystarczy, aby nie tylko ocalić zagrożony Wiedeń, ale rozgromić zaborczego Turka. Czy trzeba nadal szukać wszędzie i pozyskiwać następnych sojuszników? Dodał/a: Monika Urban Przy siodle miały wołowe pęcherze z tatarskim jadłem, czyli wysuszonym mięsem wołowym, które wyglądało jak kłębki konopi. Takie mięso się nie psuło i wystarczało dla jednej osoby na pół roku. Niewielka szczypta wrzucona do wrzątku, po chwili gotowania dawała pożywny, smaczny rosół i solidną garść sytnego mięsiwa. Dodał/a: Monika Urban
Po raz pierwszy wikingowie wylądowali na skalistych wybrzeżach położonych na północ od Szkocji jakieś 1200 lat temu, dławiąc opór mieszkańców i zajmując ziemię. Przez prawie siedem wieków norwescy panowie rządzili Szetlandami. Choć zniknęli wieku temu, wikingowie wciąż żyją w wymyślonych światach filmowców, powieściopisarzy i twórców komiksów. Większość z nas
Burmistrz stolicy Austrii uważa, że rzeźba jest antyturecka. 335. rocznica zwycięstwa Sobieskiego obejdzie się bez pomnika?Król Jan III Sobieski na koniu, z buławą w ręku wskazuje kierunek ataku. Za nim z ogromnej bryły brązu wyłaniają się skrzydła husarskie, głowy koni i postaci biorących udział w obronie chrześcijańskiej Europy przed armią Imperium Osmańskiego. Pomysł na takie upamiętnienie 335. rocznicy odsieczy wiedeńskiej swoje początki wziął od... szmacianej piłki. Taką futbolówkę w dzieciństwie kopał razem z kolegami Czesław Dźwigaj, krakowski artysta rzeźbiarz, autor pomnika upamiętniającego jedną z najważniejszych bitew polskiego oręża.– Kiedy piłka była już zużyta podpalaliśmy ją naftą i kopaliśmy między sobą. Latając od jednego do drugiego kolegi szmacianka wyglądała jak płonąca kometa. To wspomnienie było punktem wyjścia do rozpoczęcia pracy nad pomnikiem, który ma być jak kula ognia – zachwala swoje dzieło związku z rocznicą odsieczy wiedeńskiej, która przypada 12 września, pomnik miał stanąć, na przygotowanym już cokole, na wzgórzu Kahlenberg. Z tego miejsca Sobieski dowodził w zwycięskiej bitwie o Wiedeń. Na razie jednak bryła brązu, wysoka na niemal 3 metry i szeroka na prawie 8 metrów, stoi na naczepie przed jedną z hal Gliwickich Zakładów Urządzeń Technicznych. Rzeźba jest tak szeroka, ponieważ warunki uzgodnione z władzami Wiednia mówiły jedynie o ograniczeniach wysokości postumentu do 3 ale za to szeroki– O szerokości nie było mowy, więc postanowiłem to wykorzystać, tak, aby pomnik miał słuszne wymiary. Czekamy teraz tylko na sygnał, kiedy będziemy mogli zawieźć rzeźbę do Wiednia – mówi Czesław jednak w tym, że wizja postawienia rzeźby w Austrii 12 września coraz bardziej się oddala. Co ciekawe, to już 13 próba w ciągu 335 lat upamiętnienia wielkiej wygranej Sobieskiego. Do tej pory żadna z nich nie zakończyła się koszt pomnika to ok. 1,2 mln zł. Środki na sfinansowanie postumentu pochodzą od firm i osób prywatnych. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że premier Mateusz Morawiecki osobiście zachęcał biznesmenów do dołożenia się do budowy. Ponoć szef rządu wsparł też projekt monumentu z własnej kieszeni. Kamień węgielny pod budowę pomnika został wmurowany w 2013 r., w 330. rocznicę odsieczy wiedeńskiej. Inicjatorem tego projektu jest Piotr Zapart, przewodniczący Komitetu Budowy Pomnika Króla Jana III Sobieskiego w Wiedniu i członek Bractwa Kurkowego w Krakowa podpisały z Wiedniem list intencyjny w sprawie upamiętnienia na Kahlenbergu odsieczy wiedeńskiej. – Potem Kraków asystował podczas ustaleń i uzgadniania spraw formalnych pomiędzy Komitetem Budowy Pomnika a Wiedniem – mówi Monika Chylaszek, rzecznik prezydenta Krakowa. Mimo podpisanych uzgodnień w kwestii powstania pomnika nie obyło się bez przykrych incydentów. W ubiegłym roku na kilka dni przed obchodami rocznicy odsieczy dwóch wandali napisało sprayem wulgarne napisy na tablicy, przedstawiającej wizualizację mającego powstać się burmistrzTegoroczne obchody odsieczy są dla Polaków szczególnie ważne ze względu na przypadające również w 2018 r. 100-lecie odzyskania niepodległości. Tymczasem sprawa pomnika znów budzi niepokój. Między 13 a 16 lipca z cokołu zniknęła problem pojawił się jednak w czerwcu tego roku, kiedy zmienił się burmistrz Wiednia. Michaela Häupla z Socjaldemokratycznej Partii Austrii zastąpił Michael Ludwig. Nowy szef miasta, mimo, że jest z tego samego ugrupowania co jego poprzednik, zmienił zdanie co do przyszłości polskiej rzeźby. – Strona wiedeńska wyraża teraz obiekcje do poczynionych dwustronnych ustaleń i nowy burmistrz poinformował o tym prezydenta podczas jego pobytu w Wiedniu. Ponieważ w tę sprawę zaangażowana jest także polska ambasada, czekamy na zakończenie rozmów – mówi Monika nowym burmistrzem widział się też Piotr Zapart. – Sprawa jest bardzo delikatna i nie chcemy zaostrzać konfliktu. Jesteśmy na etapie rozmów z władzami Wiednia co do tego, jak powinien wyglądać pomnik. Mamy nadzieję, że 12 września stanie on na wzgórzu Kahlenberg – mówi zaangażowane w budowę pomnika twierdzą, że burmistrz ulega naciskom frakcji skrajnie lewicowych, według których pomnik ma wydźwięk antyturecki. Władze kraju liczą się z tą mniejszością narodową, ponieważ w Austrii mieszka ok. pół miliona muzułmanów, z czego duża część to zwycięska bitwaDr Katarzyna Kuras z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego przypomina, że niechęć części Austriaków do pomnika może wynikać z tendencji do pomniejszania roli Jana Sobieskiego w walce o Wiedeń, które trwa od zakończenia bitwy z 1683 r. Chodzi o to, że dyskusyjny jest fakt, czy Turcy stanowili wtedy aż tak wielkie zagrożenie dla chrześcijańskiej części Europy. – To z kolei pozwala stawiać pytanie, czy rola Sobieskiego w tej walce była aż tak ważna dla losów kontynentu – twierdzi Kuras w stu procentach przekonana jest jednak, że pomnik upamiętniający odsiecz wiedeńską powinien na wzgórzu Kahlenberg stanąć. – Po pierwsze na uznanie zasługuje odwaga Sobieskiego, który szybko ruszył z pomocą zagrożonemu Wiedniowi. Po drugie była to ostatnia tak ważna zwycięska bitwa Polaków przed rozbiorami. Jest to wydarzenie warte upamiętnienia – dodaje historyk. KONIECZNIE SPRAWDŹ: - - parkingi "Park and ride" - odc. 2
Tło cywilizacyjne odsieczy wiedeńskiej. Producent: Wydawnictwo Prohibita. Kod produktu: 1368 W ciągu 14 dni możesz odstąpić od umowy bez podania przyczyny.
Home Książki Historia Wiedeń 1683. Rok, który zdecydował o losach Europy Nadchodzi rok 1683. Rok wojny, śmierci i zniszczenia W styczniu 1683 roku Imperium Osmańskie rozpoczyna triumfalny pochód w głąb Europy. Wielki wezyr Kara Mustafa prowadzi do walki ze światem chrześcijańskim najpotężniejszą armię, jaką kiedykolwiek wystawiła Wielka Porta. Oczy wszystkich skierowane są na Wiedeń. To tu będą decydować się losy całego kontynentu. Zachodni sojusznicy są skłóceni, a chwila gdy nad jedną z europejskich stolic powiewać będzie sztandar proroka, wydaje się coraz bardziej realna. Dla słabnącego Cesarstwa jedyną realną nadzieją staje się polska odsiecz. Po błyskawicznym marszu, 12 września, król Jan III Sobieski prowadzący polskie wojska dociera pod miasto, gdzie rozpoczyna się bitwa, która przejdzie do historii… Po odniesionym triumfie wiele faktów zostało zapomnianych. Nie wspominano o rażących błędach dowódców wojsk, tchórzostwie austriackiej szlachty ani o tych, którzy przyczynili się do zwycięstwa. Johannes Sachslehner opowiada fascynującą historię 365 dni, przedstawia losy najeźdźców i obrońców, przeplatając wielką politykę z życiem codziennym nowożytnej Europy. Historia Wiktorii Wiedeńskiej po raz pierwszy zostaje w Polsce przedstawiona przez Austriaka, który oddaje Polakom należne im w tej historii miejsce. Poznaj losy oblężonego Wiednia dzień po dniu i dowiedz się, dlaczego jedynym ratunkiem dla zagrożonej islamem Europy stała się polska odsiecz. Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni. Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie: • online • przelewem • kartą płatniczą • Blikiem • podczas odbioru W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę. papierowe ebook audiobook wszystkie formaty Sortuj: Książki autora Podobne książki Oceny Średnia ocen 7,8 / 10 33 ocen Twoja ocena 0 / 10 Cytaty Powiązane treści
Kongres Wiedeński - przyczyny zwołania. W wynik trwających prawie 30 lat wojen najpierw z rewolucjonistami francuskimi, później zaś z Napoloeonem, spowodowały znaczne zmiany w układzie sił politycznych Europy. Napoleon, zajmując kolejne państwa, narzucał im nowy, wzrorowany na francuskim ustrój.
Najbardziej znana interwencja Jana III Sobieskiego ocaliła Wiedeń w 1683 r. Ale wcześniej już raz tak się stało, w 1619 r., gdy polska wyprawa wręcz zdecydowała o losach wielkiej wojny, która ogarnęła Europę. Gdy w 1618 r. Czesi na Hradczanach wyrzucili katolickich posłów cesarza austriackiego przez okno, zainaugurowali tym czynem wielką wojnę wyznań, religii, społeczeństw i narodów. Ruszyła lawina podziałów, w tym na obóz katolicki i protestancki. Król polski Zygmunt III Waza opowiedział się po stronie katolickich Habsburgów. Podobno znaczący wpływ na jego decyzję miały austriackie obietnice zwrotu Śląska Polsce i błagania żony, Konstancji Habsburżanki, o pomoc dla jej brata. Jednakże Zygmunt nie miał nadziei, by sejm, który decydował o podatkach, uchwalił pobór na wojnę zagraniczną, narażając kraj na starcie z mocarstwem tureckim. Akcja mogła być jedynie prywatna i tajna. Coraz częściej jako wysłanników króla wymieniano lisowczyków, którzy szli w kierunku litewskiego Kowna z ostatniej wyprawy królewicza Władysława na Moskwę w 1617–1618 r. Niesforne bandy, które wojna moskiewska wyhodowała, były zagrożeniem dla porządku w Rzeczpospolitej; lisowczycy żądali wypłaty żołdu i grozili łupieniem dóbr. Płomień buntu ogarnął już Śląsk i biskup wrocławski, arcyksiążę Karol Habsburg, pojechał na dwór krakowski szukać poparcia. Cichcem, bez zgody sejmu, król i królewicz Władysław, który udał się na rozmowy do Nysy, zgodzili się na zaciąg 5 tys. lisowczyków. Wieści te szybko dotarły pod Kowno, o czym pisał w maju 1619 r. kanclerz wielki koronny Jakub Zadzik do biskupa warmińskiego Gembickiego: „pułk ten lisowczyków z tym się ozywa, że chce iść do Czech”. Dwór nie oponował, być może dlatego, że „za cenę tego poparcia [udzielonego Habsburgom] obiecywano sobie odzyskanie Śląska” – zauważył wybitny historyk Adam Kersten. Jedynie kanclerz i hetman koronny Stanisław Żółkiewski był przeciw, gdyż potrzebował lisowczyków do obrony Ukrainy przed spodziewanym atakiem tureckim. Pod austriackim sztandarem Tymczasem w Polsce zjawił się poseł arcyksięcia Leopolda hrabia Althan, by zaciągnąć ciężką jazdę pod austriackie sztandary. W Krakowie prosił on o „600 kopijników” i „służałego żołnierza”. Zaciągu miał dokonać węgierski magnat hr. Jerzy Drugeth de Hommona, zwany Hommonai albo panem humieńskim. Gdy ze Stambułu nadeszły uspokajające wieści, król nakazał Żółkiewskiemu, „żeby ten pułk lisowczyków, albo który inny na ten zaciąg grafa Althana obrócił”. W imieniu króla miał to uczynić i komendę objąć dworzanin Adam Lipski. Tymczasem na Węgrzech podległych cesarzowi wybuchło kolejne powstanie. Kandydat do madziarskiej korony, kalwinista, książę siedmiogrodzki Gábor Bethlen rozpoczął marsz w stronę Górnych Węgier, czyli na Słowację, co w opinii dworu krakowskiego oznaczało próbę zablokowania polskiej granicy. 14 października 1619 r. Bethlen zajął Pozsonyi, czyli Bratysławę, przejmując węgierskie insygnia koronne. Od Wiednia dzielił go już tylko Dunaj. Stolicy Habsburgów, otoczonej przez 42-tysięczną armię Bethlena i wojska stanów czeskich, śląskich i morawskich, broniło ledwie 2 tys. żołnierzy cesarza. Dwór habsburski ogarnęła panika. Ostrzegawcze listy Zygmunta do Bethlena, by zaniechał nękania cesarza, nie poskutkowały. Król polski zdecydował się więc na działanie. Żółkiewski sugerował wyrzynanie na Słowacji zbuntowanych rodzin. Król jednak nie chciał pacyfikacji: nakazał Lipskiemu szybki marsz na wojska Bethlena w celu połączenia się z siłami cesarskimi. Tatarskim sposobem Lisowczycy ruszyli z Ukrainy na przejścia karpackie w połowie października 1619 r. Ok. 10 tys. tych żołnierzy poszło na Jasło, a stamtąd usiłowali przejść granicę koło Piwnicznej. Ale wskutek targów o żołd, po nieudanym wypadzie i kontrataku Węgrów na przełęczach, granicę zdołali przekroczyć chyba dopiero 21 listopada. W tym czasie Bethlen oblegał już Wiedeń. Jego przeciwnik, Hommonay, mający zresztą dobra w Polsce, wskazał więc lisowczykom inną drogę: przełęczą Łupkowską w Bieszczadach, mimo że nie była to najkrótsza droga z Sambora i Jasła na Wiedeń. Szli pod wodzą swego obieralnego pułkownika Walentego Rogaskiego, inni, zwerbowani – pod Adamem Lipskim, jeszcze inni – pod Hommonayem. Już 23 listopada 1619 r. natknęli się na wojska madziarskie młodego Jerzego Rakoczego. Ale gdzie? Historycy węgierscy i czescy sądzą, że pod Stropkowem. Natomiast badania Adama Kerstena wykazały, że pod Humiennem. Były to posiadłości Hommonaya, który zapewne doskonale znał topografię terenu. Wojska Rakoczego nie miały liczebnej przewagi. Ale z innych przyczyn wydawała się ona wyraźna – ze względu na siłę ognia piechoty, która wówczas z wolna stawała się rozstrzygającym elementem sztuki wojennej. 2500 husarii i ciężkozbrojnych kopijników madziarskich chroniło 3 tys. piechoty i wpółdzikich górali Sabatów, uzbrojonych w rusznice, których lisowczycy mieli bardzo mało. Relacje źródłowe na temat tej bitwy są skąpe. Wiemy, że trwała dwa dni i Rakoczy zamknął Polakom drogę na Humienne, obsadzając wzgórza. Lisowczycy, zapewne za podpowiedzią Hommonaya, obeszli je drogą na Udavę i tamże znieśli oddział węgierski. Nie mając armat ani arkebuzów, lisowczycy nie mieli jednak szans na przebicie się przez pozycje madziarskie. Byli jednak mistrzami w tatarskim sposobie walki. Zdecydowali się następnego dnia pozorować ucieczkę. Chyba nadciągnęły też ich tabory. Piechota węgierska poszła za lisowczykami, nie tyle w pościg, ile na te tabory z zagrabionymi dobrami. (Łupy, rzecz święta – jak mawiał rosyjski feldmarszałek Aleksander Suworow). Wówczas Rogaski i Hommonay zawrócili, obeszli ciężkozbrojnych i gwałtowną szarżą uporządkowanych już czterech hufców ze wszystkich stron siedli piechocie Rakoczego na karkach. Ta, zajęta rabunkiem, nie zdołała odtworzyć szyków. Lisowczycy ocalili Wiedeń To była jatka. Pod szablami polskimi padło do 5 tys. Węgrów, w ręce zwycięzców dostało się 17 chorągwi. Dwie odesłano królowi Zygmuntowi III, resztę cesarzowi. Rakoczy ratował się ucieczką. Lisowczycy ruszyli przez Bodrok i Toplę na Sárospatak, w drodze oblegając Rakoczego w rodzinnym zamku Makowicy; „wszystko wszędy ogniem a mieczem znosząc” – pisał kapelan wojsk lisowskich Wojciech Dembołęcki. Jednakże, nie posiadając silnej „broni ognistej”, lisowczycy nie mieli szans na zdobycie zamku w Makowicy. Ruszyli więc na Koszyce. Po spaleniu przedmieść miasta pojawiło się pytanie o sens dalszej wyprawy. Wytworzyły się natychmiast „fakcye między wojsko” – jak pisał franciszkanin Dembołęcki – podziały lisowczyków na zwolenników Rogaskiego, Lipskiego i Homonaia. Każdy z nich zmierzał do innych celów: Hommonai do odwetu na Bethlenie i Rakoczym i utrzymania własnych dóbr, Rogaski do łupów, Lipski – chyba – do połączenia z siłami cesarza w myśl planów króla. Ostatecznie, ok. 10 grudnia, zaczęli zawracać spod Koszyc do kraju. Zwycięstwo lisowczyków pod Humiennem i ich łupieżcze rajdy po Słowacji przyczyniły się nieoczekiwanie do odwrócenia kart historii. „Gdyby nie drobne i na pozór mało znaczące posunięcia zaledwie kilku tysięcy żołnierzy polskich, losy wojny trzydziestoletniej potoczyłyby się zupełnie inaczej lub, mówiąc prościej, zakończyłaby się ona w tymże 1619 r.” – napisał przed laty Adam Kersten. Książę Gábor Bethlen na wieść o wyprawie i zwycięstwie lisowczyków zwinął oblężenie Wiednia i cofnął się do Bratysławy. Usiłował przejąć jeszcze inicjatywę, wysyłając 15-tysięczny korpus na Homonaya, a na lisowczyków znów Jerzego Rakoczego z nowymi siłami. Ci cofnęli się, nadal nieświadomi, że ocalili imperium Habsburgów. Co ciekawe, dwór króla Polski także był rozczarowany, przekonany, że wyprawa poniosła zupełne fiasko! Dopiero później dotrze do świadomości Zygmunta III i senatorów polskich, że przypadkiem lisowczycy ocalili Wiedeń i cesarstwo. Nie wykorzystano jednak tego ani propagandowo, ani dyplomatycznie. A lisowczycy szli „nazad ku Polsce przez Tatry”, jak pisał Dembołęcki. Nie otrzymawszy żołdu, rozłożyli się w okolicach Krosna i Dukli. Potem niektóre pułki ruszyły, łupiąc „cały szlak podgórski, nie czyniąc różnicy między dobrami królewskimi, duchownymi i szlacheckimi”. Król Zygmunt znalazł się w przykrej sytuacji, gdyż zewsząd szły narzekania łupionych Małopolan. Przed sejmem tłumaczył wyprawę lisowczyków koniecznością przeciwdziałania rysującemu się sojuszowi Bethlena z Turcją. Rzekomo miał na to dowody od swych informatorów, o co nie było trudno, gdyż Bethlen otrzymał nominację na księcia Siedmiogrodu w Stambule, gdzie się schronił w swoim czasie przed ponurym Gabrielem Batorym. Nie znamy owych informatorów, wiemy jednak, że nadal król polski rozdawał polityczne karty, wpływając na załagodzenie konfliktu między cesarzem a księciem siedmiogrodzkim. Zaowocowało to zawieszeniem broni w połowie stycznia 1620 r. Książę węgierski wiedział jednak dobrze, jak trafić w czułą strunę tureckich fobii i w akcie pomsty powiadomił sułtana tureckiego o wyprawie Polaków na Górne Węgry w obronie Habsburgów. Bez wątpienia te wieści przyczyniały się do umocnienia stronnictwa wojennego w Stambule i powiększyły grozę islamskiego ataku. Dopełniła się ona w nieszczęsnej bitwie pod Cecorą, niemal dokładnie w rok po Humiennem. Wtedy to zginął jeden z kreatorów polskiej polityki i wojskowości, kanclerz i hetman Stanisław Żółkiewski. Pogromcy czterech nacji Na razie protesty szlachty małopolskiej i obawy przed łupiestwem lisowczyków sprawiały, że dwór krakowski musiał coś z tymi żołnierskimi bandami uczynić. Król, konsekwentnie prohabsburski i katolicki, oraz wierni mu senatorowie zaplanowali wysłanie ich do armii cesarskiej. 4 tys. lisowczyków pod Hieronimem Kleczkowskim, w łunie pożarów i blaskach szabel, zaczęło przebijać się przez Śląsk i Morawy do Habsburga. Aż dla czterech nacji były to gorzkie zderzenia z lisowczykami. Nie dość, że pobili krwawo Węgrów, złupili bezlitośnie Ślązaków w trzykrotnych rajdach, mordowali Słowaków, to jeszcze bili Czechów. Ksiądz Dembołęcki dowodził, że to sam Pan Bóg wysłał ten hufiec dla obrony swego Kościoła. Niebawem, w 1620 r., lisowczycy przyczynili się do przełomowej w dziejach klęski Czechów pod Białą Górą w starciu z Habsburgami. Poeta Bartłomiej Zimorowic pisał: „po dziś dzień niejeden Czech mdleje dla gorąca, kiedy go futro lisie grzeje”. Czy pierwsza odsiecz wiedeńska, jak ją nazwał Julian Ursyn Niemcewicz, opłaciła się Polsce? Doraźnie Rzeczpospolita nie uzyskała od Austrii spodziewanego Śląska. Za to wpłynęła na przekształcenie się małej wojny czeskiej w wojnę powszechną, trwającą 30 lat. Dla Polski zaczną się najcięższe dni, gdy Europa zacznie lizać po niej rany. Wtedy to zaleje Koronę potop szwedzki, moskiewski, kozacki i siedmiogrodzki, jakby chciał wyrównać rachunki za ocalenie Polski przed soldateską i szaleństwami wojny trzydziestoletniej.
skutki odsieczy wiedeńskiej: - doszczętne rozbicie wojsk tureckich dowodzonych przez wielkiego wezyra - wśród narodów europejskich wchodzących w skład Imperium Osmańskiego odżyły nadzieje na uwolnienie się spod tureckiego panowania skutki powstania kościuszkowskiego: - III rozbiór Polski - nasz kraj na 123 lata znika z mapy świata
Legenda Jana III Sobieskiego jest związana przede wszystkim ze skuteczną odsieczą wiedeńską, która uczyniła go najsłynniejszym wodzem Europy. Od opisu tej wiktorii zacznijmy zatem opowieść o polskim monarsze i jego czasach. Kręta droga cesarstwa do sojuszu. Agresywna polityka wielkiego wezyra (najważniejszego z ministrów sułtana) Imperium Osmańskiego Kara Mustafy doprowadziła do zbliżenia stanowisk Rzeczpospolitej i Świętego Cesarstwa Rzymskiego pod panowaniem Habsburgów. Wyrazem ocieplenia stosunków było trzymanie do chrztu Aleksandra Sobieskiego (drugiego z synów pary królewskiej) w 1678 r. przez przedstawicieli cesarza i papieża. Trzy lata później zakończenie wojny Porty (jak zwano państwo tureckie) z Moskwą dało Turkom nowe możliwości działania. Pomocnik Historyczny „Jan III Sobieski” (100152) z dnia Postać; s. 8 Oryginalny tytuł tekstu: "„Ściśnionemu Wiedniowi swobodę jego przywrócić”"